Budżet 2024. Nowy rząd może napisać go od nowa

Dziennik.pl: Nowy Sejm wrzuca do niszczarki prace poprzedniego parlamentu? Czym jest zasada dyskontynuacji?

Prof. Mariusz Bidziński, Uniwersytet SWPS, radca prawny: Zasada dyskontynuacji prac parlamentu polega na tym, że z chwilą zakończenia czteroletniej kadencji Sejmu i Senatu zamykane są wszystkie prace nad projektami ustaw. I to nawet wtedy, jeśli były już po pierwszym czy drugim czytaniu, ale nie zostały uchwalone. Nowy parlament nie dziedziczy tych prac, które wcześniej toczyły się w komisjach czy na posiedzeniach Sejmu.

Są wyjątki od reguły?

Reklama

Owszem. Nie podlegają tej zasadzie obywatelskie projekty ustaw. Jeśli co najmniej sto tysięcy obywateli złożyło propozycję nowego prawa, to wówczas taki projekt przechodzi do kolejnej kadencji i jest procedowany przez nowy parlament.

A jak to wygląda w przypadku ustawy budżetowej?

Z punktu widzenia Konstytucji zasada dyskontynuacji również dotyczy prac nad budżetem. I z czysto racjonalnego punktu widzenia jest to oczywiste. W przeciwnym wypadku doprowadzilibyśmy do sytuacji, w której nowy rząd byłby zobowiązany przez najbliższy rok po wyborach realizować projekty swoich poprzedników. Kłóciłoby się to z zasadą demokratycznej legitymacji nowo wybranych władz.

Reklama

Projekt ustawy budżetowej czy prowizorium budżetowego nie przechodzi więc na politycznych następców. Oczywiście nowa ekipa rządowa może skorzystać z przygotowanych wcześniej rozwiązań, jeśli tylko chce. Ale może przygotować zupełnie nowy projekt i w sposób autonomiczny dokonać analizy wydatków i przychodów państwa.

Kiedy prezydent może rozwiązać Sejm

Jeśli ustawa budżetowa nie zostanie uchwalona, prezydent rozwiązuje Sejm?

Konstytucja mówi nam o tym, że prezydent może – ale nie musi – skrócić kadencję Sejmu. Ma to miejsce w sytuacji, kiedy projekt ustawy budżetowej nie zostanie mu przedstawiony do podpisu w ciągu czterech miesięcy od dnia przedłożenia tej ustawy Sejmowi. Czyli w obecnej sytuacji – nowy parlament ma czas do końca stycznia.

Nowy rząd, który zapewne utworzy Donald Tusk, będą obowiązywały terminy wynikające jeszcze z działań poprzedników? Przecież projekt budżetu wpłynął do Sejmu przed wyborami, 29 września.

Tak – termin prac nad budżetem rozpoczął wtedy swój bieg. I nie mamy możliwości jego wydłużenia. Konstytucja nie przewiduje, co dzieje się w momencie, gdy następcy polityczni będą chcieli przygotować swój własny projekt budżetu. Nie ma więc możliwości wydłużenia terminu przedłożenia ustawy budżetowej prezydentowi do podpisu, np. o miesiąc czy dwa. Nowa większość sejmowa jest tym terminem zobligowana. Natomiast projekt ustawy, który wpłynie teraz do Sejmu, może być w stu procentach wywrócony do góry nogami, ale też może zostać przyjęty w takiej samej postaci, w jakiej opracowała go poprzednia ekipa rządowa.

W tej sprawie prawnicy mają odmienne opinie. Uważają, że nowy rząd ma aż cztery miesiące na prace nad budżetem.

Nie zgadzam się z tym. Inaczej moglibyśmy doprowadzić do sytuacji, w której funkcjonowalibyśmy na zasadzie prowizorium budżetowego co najmniej do połowy przyszłego roku albo jeszcze dłużej. Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa byłoby to co najmniej niebezpieczne.

Nawet jeśli przyjęlibyśmy, że nowy Sejm bardzo późno zająłby się ustawą budżetową, spokojnie dałby sobie z tym radę. Pozostanie około półtora miesiąca, żeby przygotować nową ustawę. Pamiętajmy, że kształt budżetu może w trakcie jego realizacji ulegać zmianom, można go aktualizować.

Budżet trafi do Trybunału Konstytucyjnego?

Prezydent co do zasady nie ma prawa weta w przypadku ustawy budżetowej?

Albo podpisuje, albo kieruje do Trybunału Konstytucyjnego. Nie ma innej możliwości. Prezydent może dojść do wniosku, że ustawa jest niezgodna z Konstytucją. TK ma od daty wniosku prezydenta dokładnie dwa miesiące na to, by wydać wyrok w tej sprawie. Kluczowa jest tu argumentacja prezydenta. Andrzej Duda mógłby próbować wykazać, że w budżecie przewidziano wydatki, które naruszają określone wartości konstytucyjne, np. dotyczące obciążenia budżetu. Albo że pojawiły się określone wydatki, dla których wcześniej należałoby stworzyć konkretne zapisy ustawowe.

A jeśli TK stwierdziłby, że jakaś pozycja w budżecie nie spełnia wymogów Konstytucji?

To w tym konkretnym zakresie budżet nie mógłby być realizowany i trzeba by go było zaktualizować.

W okresie, kiedy sprawę rozpatrywałby Trybunał, jak wyglądałaby polityka budżetowa nowego rządu?

Zawsze mamy tzw. ustawę o prowizorium budżetowym - w przypadku kiedy nie mamy uchwalonej ustawy budżetowej i podpisanej przez prezydenta. Nowy rząd zna główne założenia polityki budżetowej, wie mniej więcej, co ma robić. I państwo polskie, i finansiści powinni poradzić sobie z takim problemem.

Spór w NBP. Adam Glapiński stanie przed Trybunałem Stanu?

Jak pan ocenia spór w łonie Narodowego Banku Polskiego? Czy ostatnie zarzuty członka zarządu NBP Pawła Muchy wobec prezesa Adama Glapińskiego są wystarczające do postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu?

W mojej ocenie wskazana argumentacja – czyli niewykonywanie obowiązków czy nieprzekazywanie kopii protokołów członkom zarządu NBP przez Adama Glapińskiego – co do postawienia przed TS jest przedwczesna. Na pewno oba te zarzuty mogłyby w jakimś zakresie stanowić argument na rzecz poniesienia odpowiedzialności dyscyplinarnej czy karnej, jeśli to miałoby duży wpływ na funkcjonowanie NBP.

Pamiętajmy, że postawienie prezesa tej instytucji przed TS może wymagać większości, której zainteresowane strony nie mają. To raczej straszak polityczny. Tak długo jak klasa polityczna nie wzniesie się ponad swoje zapatrywania polityczne i będzie broniła rękami i nogami swoich przedstawicieli, tak długo Trybunał Stanu nie ma sensu. Żeby postawić prof. Glapińskiego przed Trybunałem, konieczna byłaby zgoda ponadpartyjna, a na to się nie zanosi.

Zwolennicy takiego posunięcia wskazują, że już sam wniosek o postawienie prezesa powoduje zawieszenie go w pełnieniu obowiązków…

Do czasu przegłosowania wniosku – tak. Można sobie wyobrazić, że przesuwano by samo głosowanie nad tym wnioskiem. Ale koniec końców musi ono się odbyć.

Rozmawiał Tomasz Mincer