Dziennik Gazeta Prawana logo

Kontrowersje wokół młodego doradcy Tuska. Jego ojciec przelał PO ponad 100 tys. zł

24 września 2024, 06:43
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Donald Tusk
Donald Tusk/PAP Archiwalny
Od lipca premierowi doradza Franciszek Bielowicki, syn znanego przedsiębiorcy. Opozycja pyta, czy na decyzję o zatrudnieniu miały wpływ hojne wpłaty ojca na rzecz partii Tuska - pisze we wtorek "Rzeczpospolita". Okazuje się, że Grzegorz Bielowicki w ostatnich kilkunastu miesiącach trzykrotnie robił przelewy na rzecz PO, w sumie na kwotę 107,4 tys. zł.

Według "Rz", 23-letni Franciszek Bielowicki został doradcą premiera 15 lipca.

Prestiżowa praca w bardzo młodym wieku

"W specjalnym kwestionariuszu wpisał, że w trzyletnim okresie poprzedzającym zatrudnienie w KPRM prowadził własną firmę Warsaw Memetica, zajmującą się marketingiem i reklamą, oraz pracował na umowie zlecenie w Platformie Obywatelskiej. Dlaczego w tak młodym wieku dostał tak prestiżową pracę? Centrum Informacyjne Rządu poinformowało, że ukończył on studia na dwóch wydziałach (ekonomii i filozofii) na University of Chicago, jednym z najlepszych uniwersytetów na świecie, a w środowisku PO działa od lat" - czytamy w "Rz".

"Pan Franciszek aktywnie uczestniczył w wielu kampaniach wyborczych, w szczególności w kampanii poprzedzającej zeszłoroczne wybory parlamentarne, w tegorocznej kampanii samorządowej oraz do Parlamentu Europejskiego, a także w kampanii prezydenckiej z 2020 roku" – wyliczył gazecie CIR.

Wielokrotne wpłaty ojca doradcy Tuska na rzecz PO

Jednak - jak zauważyła "Rz" - w Platformie Obywatelskiej nazwisko Bielowicki znane jest nie tylko z powodu Franciszka, lecz również jego ojca – Grzegorza Bielowickiego, który jest przedsiębiorcą, założycielem i partnerem zarządzającym funduszu Tar Heel Capital. Jak wskazała "Rz", z rejestru wpłat Platformy Obywatelskiej wynika, że w ostatnich kilkunastu miesiącach trzykrotnie robił przelewy na rzecz PO, w sumie na kwotę 107,4 tys. zł. Po raz ostatni 50 tys. zł przelał na dwa miesiące przed zatrudnieniem syna w KPRM.

W rozmowie z dziennikiem Grzegorz Bielowicki zaznacza, że nie miał żadnego wpływu na zatrudnienie syna, w podobny sposób na pytania "Rz" odpowiedziało Centrum Informacyjne Rządu.

Analogia do młodego doradcy Macierewicza

Jednak według dziennika, te zapewnienia nie przekonują opozycji. Poseł PiS Bartosz Kownacki zaznacza, że funkcja doradcy premiera może nie jest atrakcyjna finansowo, ale może wiązać z dużymi możliwościami działania i jest bardzo pożądaną pozycją w CV młodego człowieka. Kownacki przypomina, że przed laty politycy PO drwili z Edmunda Jannigera, młodego doradcy szefa MON Antoniego Macierewicza.

CIR: To jedynie nazwa stanowiska

W przypadku Bielowickiego CIR wyjaśniło, że doradca premiera to jedynie nazwa stanowiska. "Nie oznacza to, że jest on bezpośrednim doradcą premiera w zwyczajowym rozumieniu, to jest forma zaszeregowania w gabinecie politycznym – przekazało CIR. Dodano, że Bielowicki wspiera KPRM w zakresie komunikacji rządowej w internecie i mediach społecznościowych. Zgodnie z niewaloryzowanym od wielu lat rządowym rozporządzeniem, na tym stanowisku można zrobić między 4,5 a 5,5 tys. zł brutto" - wskazała "Rz".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj