Oficjalnie Londyn nie uznaje tego za dyplomatyczny policzek i wskazuje, że obaj przywódcy spotkają się w najbliższym tygodniu na szczycie UE w Brukseli.

Nieoficjalne doniesienia sugerują zaś, że powodem zgrzytu w stosunkach brytyjsko-francuskich jest niedawny wywiad Sarkozy'ego dla "Le Monde". Prezydent stwierdził w nim, iż nominacja Francuza Michela Barniera na komisarza UE ds. rynku wewnętrznego dowodzi wyższości europejskiego modelu finansów nad anglosaskim.

Brytyjskie media odczytują te słowa jako przejaw triumfalizmu. Widzą też w niej zapowiedź, że francuski komisarz będzie zwolennikiem ścisłej regulacji europejskiego sektora finansowego, w tym brytyjskiego - odgrywającego kluczową rolę w gospodarce i największego w UE.

Wypowiedź przywódcy Francji skrytykowała w czwartek szefowa Stowarzyszenia Banków Brytyjskich Angela Knight, uznając, iż stawia ona pod znakiem zapytania bezstronność Barniera. "Status Londynu jako światowego centrum finansjery jest zbyt ważny, by tolerować groźby pod jego adresem ze strony władz UE" - stwierdziła Knight.

Londyńskie City zatrudnia ok. 500 tys. pracowników i wnosi ok. 8 proc. do brytyjskiego PKB. Na spotkaniu ministrów finansów grupy G20, które w listopadzie odbyło się w Szkocji, francuska minister finansów Christine Lagarde bez powodzenia zabiegała o ściślejsze uregulowanie funduszów inwestycyjnych typu hedge fund.

Niektórzy krytycy premiera Browna zarzucają mu, że przy rozdziale najważniejszych stanowisk w UE Londyn został poszkodowany. Wprawdzie szefową unijnej dyplomacji została Angielka Catherine Ashton, ale to Barnier będzie odpowiadał za reformę regulacji rynku finansowego. W walce o stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej kandydat Browna, były premier Tony Blair, przegrał z Belgiem Hermanem Van Rompuyem.

We wcześniejszej wypowiedzi Sarkozy miał przyznać, że "Brytyjczycy są najbardziej stratni w rozdziale najważniejszych unijnych stanowisk".











Reklama