Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wotum nieufności świata wobec Niemiec". Dotkliwy cios dla kanclerza Merza

Berlin,,Berlin,Germany,-,11,19,,2025:,Press,Conference,By
"Wotum nieufności świata wobec Niemiec". Dotkliwy cios dla kanclerza Merza/Shutterstock
Niemiecka prasa uznała porażkę w zabiegach o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ za "wotum nieufności" wobec Niemiec, które może doprowadzić do dymisji szefa MSZ Johanna Wadephula. "FAZ" uważa, że gwarancją bezpieczeństw nie jest ONZ, lecz zbrojenia i wzrost gospodarczy.

Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych wybrało w środę Kirgistan, Zimbabwe, Trynidad i Tobago, Portugalię oraz Austrię na nowych niestałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. Austria otrzymała 131 głosów. Rywalizujące z nią Niemcy zdobyły 104 głosy.

Zdaniem "Sueddeutsche Zeitung" niekorzystny wynik głosowania oznacza "wotum nieufności świata wobec Niemiec". "Skala porażki jest tak duża, tak wyraźna i tak bolesna, że nie da się jej niczym przykryć" – ocenił w czwartek komentator gazety Daniel Broessler. Republika Federalna musi jako kraj przyjąć do wiadomości, że otrzymała od wspólnoty międzynarodowej "wotum nieufności".

Straty wizerunkowe Merza

Wynik głosowania w ONZ dla Niemiec "ma potencjał do tego, aby stać się symbolem kraju, któremu nic się nie udaje". Merz rok temu wprowadził się do urzędu kanclerskiego z pakietem obietnic, wśród których poczesne miejsce zajmowała zapowiedź zbudowania silnej pozycji w polityce międzynarodowej.

Odpowiedzialność za porażkę ponosi przede wszystkim szef MSZ Johann Wadephul. Zdaniem komentatora nie można wykluczyć, że minister straci stanowisko. Jeszcze większe znaczenie mają straty wizerunkowe Merza. Kanclerz chciał uczynić z Niemiec "wiodące mocarstwo średniej wielkości". Teraz trudno mu będzie przekonująco realizować te ambicje. Pewną rolę mogła odegrać nieobecność Merza na otwarciu Zgromadzenia Ogólnego ONZ we wrześniu ubiegłego roku. Kanclerz nie docenił tego, że jego absencja mogła zostać odebrana jako arogancja i lekceważenie.

Antyniemiecka kampania Rosji

Zdaniem Broesslera wpływ na porażkę mogło mieć także niemieckie podejście do konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz antyniemiecka kampania prowadzona przez Rosję. Nie oznacza to jednak, że Niemcy powinny zrezygnować ze specjalnego stosunku do Izraela i zaprzestać pomagania Ukrainie. "Niemiecka polityka zagraniczna musi pożegnać się z przekonaniem, że posiada coś w rodzaju stałego kredytu zaufania w świecie" – stwierdza w konkluzji Broessler, zastrzegając, że nie należy dramatyzować porażki. Niemcy pozostają "cieszącym się szacunkiem i dysponującym rozbudowaną siecią połączeń międzynarodowych" krajem.

"Tageszeitung" pisze o "dotkliwym ciosie" dla kanclerza Merza. Porażka w głosowaniu pokazuje, że Niemcy muszą podjąć pracę nad odzyskaniem wiarygodności. Trzecia najpotężniejsza gospodarka świata w głosowaniu uległa Austrii, która zajmuje na tej liście 29 miejsce.

Porażka jak "faul w polu karnym"

Merz, który zapowiedział przejęcie przez Niemcy roli kierowniczej w świecie, musiał odebrać tę porażkę jak "faul w polu karnym". "Można powiedzieć - jest sam sobie winien" – podkreśla "TAZ", wskazując na zarzuty krajów arabskich o stosowanie podwójnych standardów wobec sytuacji na Bliskim Wschodzie czy interwencji USA w Wenezueli.

"Złośliwość czy wzruszenie ramion byłoby nie na miejscu" – zastrzega gazeta. ONZ tkwi w kryzysie. Stali członkowie, przede wszystkim USA i Rosja zbyt często blokują Radę Bezpieczeństwa. Ważne jest, by niestali członkowie byli przeciwwagą i bronili fundamentalnych założeń ONZ – prawa do samostanowienia narodów, pokojowego rozwiązywania konfliktów i międzynarodowej współpracy.

Bardziej sceptycznie ocenia rolę ONZ "Frankfurter Allgemeine Zeitung", bagatelizując znaczenie porażki w głosowaniu. "Niemcy straciły dużo energii na zabieganie o miejsce, które i tak nie przyniosłoby im dużych korzyści" – ocenił Nikolas Busse. "Rada Bezpieczeństwa ONZ nie jest dyrektoriatem światowej polityki. To, czego Niemcy rzeczywiście potrzebują dla własnego bezpieczeństwa, muszą zagwarantować sobie w inny sposób" – uważa komentator.

"Bezpieczeństwa nie można osiągnąć w RB ONZ"

Jak podkreślił, duże i małe mocarstwa, pomimo istnienia ONZ, prowadziły wojny według własnego uznania, ignorując główne założenie ONZ – zachowanie pokoju. Dotyczy to także Niemiec, które wysłały Bundeswehrę do Kosowa bez mandatu ONZ.

Dwa stali członkowie Rady Bezpieczeństwa okazali ostatnio "nieskrywaną pogardę"” dla reguł, których powinni bronić. Rosja napadła na Ukrainę, a Stany Zjednoczone pokazują to na Bliskim Wschodzie, obecnie w Iranie. "Czy niemiecki rząd uważa, że członkostwo w RB mogłoby cokolwiek zmienić? Że na wielkiej scenie w Nowym Jorku można zmusić Putina do wycofania wojsk? Że Trump nawróci się na prawo międzynarodowe?" – pyta Busse.

Energia, którą minister spraw zagranicznych zainwestował w zabiegi o pozbawione znaczenia miejsce, dowodzi, że Berlin nadal skłania się w kierunku polityki idealistycznej. "Bezpieczeństwa, którego Niemcy w wielobiegunowej epoce tak bardzo potrzebują, nie można osiągnąć w RB ONZ, lecz tylko poprzez zbrojenia i wzrost gospodarczy w kraju" – konkluduje komentator "FAZ".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj