"Wśród poszukiwanych po stronie chińskiej jest 260 obcokrajowców" – podała państwowa agencja Xinhua, powołując się na lokalne władze. Nie podano jednak ich narodowości.
Część czoła lodowca zawaliła się
Do katastrofy doszło w środę rano w tybetańskim powiecie Gyirong, bezpośrednio przy granicy z Nepalem. Jak podał Reuters, analiza zdjęć satelitarnych Planet Labs wskazuje, że tragedię bezpośrednio poprzedziło oberwanie się potężnego masywu lodowego.
"Potwierdzono, że znaczna część czoła lodowca zawaliła się. W trakcie obrywu porwała ze sobą ogromne ilości skał i osadów" – ocenił profesor Gupta z Uniwersytetu Sikkim, ekspert ds. geologii inżynieryjnej.
Osuwisko wywołało wstrząs sejsmiczny
Amerykańska służba geologiczna USGS podała, że osuwisko wywołało wstrząs sejsmiczny o magnitudzie 5,. Doprowadziło do gwałtownych powodzi błyskawicznych niosących gruz, które spłynęły dolinami po obu stronach granicy.
Chińskie media przekazały, że na miejscu katastrofy pracuje blisko 800 ratowników i strażaków z psami tropiącymi i dronami, wyposażonych w skanery funkcji życiowych, a wojskowe i cywilne samoloty dostarczają zaopatrzenie. Podkreślono, że z powodu zablokowanych, wąskich dróg strefa zniszczeń pozostaje całkowicie niedostępna dla ciężkiego sprzętu. Nocne opady deszczu znacząco podniosły ryzyko wtórnych osuwisk oraz spadających głazów.
Globalne ocieplenie w Himalajach
"Operacje ratunkowe wciąż napotykają szereg trudności z powodu niestabilności jeziora zaporowego w górnym biegu rzeki i wąskich dróg" – przekazał telewizji CCTV Li Qipu z chińskiej Zbrojnej Policji Ludowej.
Według nepalskiej policji liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 162. W wydanym rano oświadczeniu podkreślono, że wśród ponad 400 osób, których los pozostaje nieznany, jest 28 funkcjonariuszy policji.
Zgodnie z raportem ONZ z 2023 r. z powodu globalnego ocieplenia Himalaje straciły w ciągu ostatnich 30 lat blisko jedną trzecią lodu, a tempo topnienia wzrosło o 65 proc. Naukowcy zapowiedzieli szczegółowe badania mające ustalić, w jakim stopniu drastyczne zmiany klimatyczne przyczyniły się do środowego kataklizmu. Kontrolowany przez Chiny Tybet jest na co dzień niedostępny, dla zachodnich dziennikarzy co w praktyce uniemożliwia niezależne relacjonowanie wydarzeń z miejsca tragedii.
Agnieszka Maj, dziennikarka, redaktorka i wydawczyni. W Dziennik.pl od 2023 roku. Wcześniej pracowała w Interii i Polska Press. Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim.
