Płacz, krzyki przerażenia i wycie rodziców z bezsilności. W biednej, romskiej dzielnicy Bukaresztu spaliło się czworo dzieci. Wieczór spędzały przy świecy, bo elektrownia wyłączyła prąd. I właśnie ta świeca była przyczyną tragedii.
W dzielnicy rumuńskiej stolicy, w której mieszkają Romowie, bardzo często nie ma prądu. Elektrownia odcina dopływ, bo prawie nikt nie płaci. Tak było i tego wieczora. Energii zabrakło, a rodzice zostawili swoim pociechom zapaloną świecę. Potem razem z sąsiadami poszli protestować na ulicę przeciw wyłączeniu prądu.
W tym czasie od świecy zapaliło się mieszkanie. Dzieciom nikt nie mógł już pomóc. Nawet strażacy. Choć w miarę szybko ugasili pożar, to i tak mieszkanie stało się grobem dla czwórki dzieci. Najstarsze miało zaledwie dziesięć lat.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl