To był pewnie jego najgłębszy łyk powietrza od 18 lat. I łyk wolności, której nikt mu już nie zabierze. Brytyjczyk czekał w pakistańskim więzieniu kilkanaście lat na wykonanie kary śmierci. Ale jest już na wolności. Ułaskawił go prezydent Musharraf.
Brytyjczyk wyszedł z więzienia i... zniknął. Pakistański minister spraw wewnętrznych uważa, że były więzień mógł już nawet wyjechać z kraju.
I nie byłoby w tym nic dziwnego. Przez ostatnich 18 lat w warunkach prymitywnych tak bardzo, jak tylko można sobie wyobrazić, czekał na karę śmierci. Za każdym razem, gdy słyszał z celi kroki strażników, zamierał ze strachu. Bo sąd w Pakistanie skazał go za zabójstwo taksówkarza w 1988 roku. Ale Brytyjczyk cały czas tłumaczył, że zabił w samoobronie. I że jest gotów odpokutować zabicie człowieka, ale kara śmierci jest pomyłką sądu.
W końcu władze Pakistanu uwierzyły w jego zapewnienia. Zapewne ugięły się też pod naciskiem Londynu - swojego sojusznika w wojnie z terroryzmem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|