Prezydent USA nie może liczyć na poparcie w Nowym Jorku, Los Angeles czy Chicago - bastionach jego politycznych przeciwników, demokratów. Ale wciąż są takie miejsca, gdzie Busha kochają. Podczas powitania na Hawajach o mało nie udusiła go ze szczęścia członkini Korpusu Pokoju.
Tradycyjne powitanie w Honolulu to nałożenie na szyję kwiatowego naszyjnika przyjeżdżającym gościom. Nie inaczej było w przypadku amerykańskiego prezydenta. Gdy tylko wysiadł z samolotu, podbiegła do niego Eloise Monserrat. I ściskała go, całowała, a potem założyła mu wieniec.
Ale tak entuzjastycznie, że Bush o mało się nie udławił. A może to naszyjnik był za mały? Teraz jednak starsza wolontariuszka już zna rozmiary Busha. I może następnym razem upleść większy wieniec z kwiatów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|