Byli już o krok od swoich domów. I kiedy myśleli już tylko o ciepłych kapciach, helikopter, który ich wiózł, runął do morza! Na pokładzie śmigłowca byli pracownicy zabrani z platformy wiertniczej na Morzu Północnym. To cud, że nikomu nic się nie stało. Wszystkich wyłowili holenderscy ratownicy.
Akcja ratunkowa była bardzo trudna. Bo było kompletnie ciemno - śmigłowiec runął do Morza Północnego głęboką nocą. Po prostu wysiadł silnik! Na pokładzie było 17 osób. Czterech członków załogi i 13 pracowników ewakuowanych z platformy wiertniczej, na której wysiadł prąd. Śmigłowiec właśnie wracał z nimi na suchy ląd. Ale zanim dotarł na brzeg, spadł do morza. 25 kilometrów od lądu.
Alarm natychmiast poderwał ratowników. Na pomoc wysłano cztery łodzie i trzy helikoptery. I wszystko skończyło się dobrze. Tylko jeden z pasażerów śmigłowca miał mocno wychłodzony organizm. Pozostałym nic się nie stało. To zasługa holenderskich ratowników i ich poświęcenia w trudnych warunkach na morzu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|