Jak dowiedział się dziennik.pl, brytyjscy politycy dostali już raport w sprawie śmierci Litwinienki. Wynika z niego jasno, że polon 210 podał mu agent rosyjskich służb bezpieczeństwa (FSB) o pseudonimie Władimir. Tuż przed śmiercią Rosjanin oskarżył prezydenta Putina o wydanie na niego wyroku śmierci.
Gdy trafił do szpitala trzy tygodnie temu, od razu mówił, że został otruty. Zabiegi lekarzy nic jednak nie dały. Ale teraz już wiadomo, z jaką substancją nie mógł sobie poradzić jego organizm. To niezwykle niebezpieczny, promieniotwórczy polon 210.
Litwinienko trafił do szpitala niemal od razu po spotkaniu z dwoma Rosjanami. Jednym z nich miał być morderca - agent FSB, pseudonim Władimir. Moskwa jednak twardo się wypiera. "Te
oskarżenia są po prostu śmieszne" - komentował jeden z członków delegacji, która wraz z prezydentem Władimirem Putinem jest teraz w Finlandii. Sam Putin powiedział, że
"nie ma dowodów, że Litwinienko zmarł gwałtowną śmiercią".
Litwinienko kilka lat temu uciekł do Wielkiej Brytanii. Od dawna krytykował politykę Władimira Putina i wspierał walkę Czeczenów o ich niepodległość. Ostatnio prowadził własne śledztwo w
sprawie śmierci opozycyjnej rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej. I - jak twierdzą niektórzy - właśnie dlatego wydano na niego wyrok.