O decydującej roli FSB mówi dziennikowi "Times" anonimowe źródło w brytyjskich służbach bezpieczeństwa. Według tych informacji, powolna i ciężka śmierć Litwinienki miała być ostrzeżeniem dla jego przyjaciół. A były szpieg mieszkający w Londynie obracał się wśród ludzi ostro krytykujących prezydenta Władimira Putina. Otrucie Litwinienki miało dać im do myślenia. Brytyjczycy nie mają wątpliwości - Federalna Służba Bezpieczeństwa to główny podejrzany.
Do tej pory władze Rosji niewiele mówiły o śmierci byłego szpiega. Milczenie Kremla przerwał szef MSZ Siergiej Ławrow. "Sprawa Litwinienki zagraża dobrym stosunkom Londynu z Moskwą" - ostrzegł. Bez ogródek mówił, że wiązanie śmierci Litwinienki z najwyższymi władzami Rosji jest niedopuszczalne. A jego zdaniem, takie głosy pojawiają się w Wielkiej Brytanii.
Nieprzypadkowo Ławrow wystąpił z takim oświadczeniem właśnie teraz. Policjanci ze Scotland Yardu rozpoczęli właśnie przesłuchania świadków w Moskwie. Śledczy chcą porozmawiać na razie z pięcioma osobami, w tym z trzema rosyjskimi biznesmenami. Tymi, którzy spotkali się z Litwinienką w Londynie na chwilę przed otruciem go polonem. Ale już wiadomo, że łatwo nie będzie. Jeden ze świadków, Andriej Ługowoj, nagle trafił do szpitala. I to mimo że jeszcze niedawno badania radiologiczne wykazały, że w jego organizmie nie ma śladu trującego polonu.
Brytyjski minister spraw wewnętrznych John Reid nie pozostawił słów rosyjskiego ministra spraw zagranicznych bez komentarza. Reid starał się załagodzić sytuację i zapewnił, że szefowa brytyjskiej dyplomacji jest w stałym kontakcie z władzami Rosji. I że policjanci ze Scotland Yardu dostają w Moskwie niezbędną pomoc. Nie odcią się jednak stanowczo od sugestii, że za otruciem Litwinienki stoi Kreml.