"No jak Boga kocham, są przecież święta!" - krzyknął taksówkarz do chłopaka który w centrum niemieckiego Bielefeld przystawił mu w aucie pistolet do głowy i zażądał pieniędzy. To zdezorientowało bandytę i pomogło kierowcy uciec.
Wieczorem, pierwszego dnia świąt, nastolatek otworzył drzwi zaparkowanej na postoju taksówki, wyciągnął broń i zażądał od kierowcy pieniędzy.
Kierowca najpierw krzyknął - "No jak Boga kocham, są przecież święta!", po czym wyskoczył z auta i zaczął wzywać pomocy. Napastnik w tym czasie uciekł.
"Okrzyk o świętach na pewno pomógł, bo zbił bandytę z tropu" - twierdzi niemiecka policja. Bandytę aresztowano kilka godzin później.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|