"Temudżyn zwany Czyngis-chanem był Chińczykiem!" - te słowa wysokiego rangą chińskiego aparatczyka zelektryzowały Mongolię. Twórca potęgi Wielkiej Ordy jest przecież założycielem mongolskiego państwa, to on i jego potomkowie podbili Państwo Środka - pisze DZIENNIK.
Temudżyn dał też początek jednej z chińskich dynastii. Po blisko 800 latach od śmierci Pana Oceanu ożywa spór o to, kim był.
"Czyngis-chan to wielki syn chiński narodu o mongolskich korzeniach. Tak będziemy go od dziś oficjalnie określać" - oświadczył Guo Wurong, dyrektor rozbudowywanego właśnie Mauzoleum Czyngis-chana. Za miliony dolarów płynące szerokim strumieniem prosto z Pekinu na stepach Gegantala powstaje wielka budowla wzorowana na grobowcach dawnych chińskich cesarzy.
To zmiana w chińskiej polityce, bo twórca komunistycznego państwa Mao Tse-tung miał w zwyczaju określanie Czyngis-chana jako "prostaka, który niewiele potrafił prócz naciągania łuku". Jednak od kilkunastu lat historycy oraz uczelnie forsują inną wizję Temudżyna: jako wielkiego chińskiego wodza, który podbił niemal cały świat. Polecenie przyszło oczywiście z góry, bo nowe chińskie imperium potrzebuje takich bohaterów.
Mała 2,5–milionowa Mongolia traktuje to jako zamach na swoją historię.
"To oburzające! Czyngis-chan był Mongołem. To twórca naszego państwa, nie chińskiego. Są więksi i silniejsi, więc znów próbują nam go odebrać" - mówi DZIENNIKOWI wysoki urzędnik mongolskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Nie chciał podać nazwiska, bo nad oficjalnym stanowiskiem rząd w Ułan Bator jeszcze pracuje. Zapewne będzie kipieć z oburzenia.
"Czyngis-chan to wielki syn chiński narodu o mongolskich korzeniach. Tak będziemy go od dziś oficjalnie określać" - oświadczył Guo Wurong, dyrektor rozbudowywanego właśnie Mauzoleum Czyngis-chana. Za miliony dolarów płynące szerokim strumieniem prosto z Pekinu na stepach Gegantala powstaje wielka budowla wzorowana na grobowcach dawnych chińskich cesarzy.
To zmiana w chińskiej polityce, bo twórca komunistycznego państwa Mao Tse-tung miał w zwyczaju określanie Czyngis-chana jako "prostaka, który niewiele potrafił prócz naciągania łuku". Jednak od kilkunastu lat historycy oraz uczelnie forsują inną wizję Temudżyna: jako wielkiego chińskiego wodza, który podbił niemal cały świat. Polecenie przyszło oczywiście z góry, bo nowe chińskie imperium potrzebuje takich bohaterów.
Mała 2,5–milionowa Mongolia traktuje to jako zamach na swoją historię.
"To oburzające! Czyngis-chan był Mongołem. To twórca naszego państwa, nie chińskiego. Są więksi i silniejsi, więc znów próbują nam go odebrać" - mówi DZIENNIKOWI wysoki urzędnik mongolskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Nie chciał podać nazwiska, bo nad oficjalnym stanowiskiem rząd w Ułan Bator jeszcze pracuje. Zapewne będzie kipieć z oburzenia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|