Król Maroka Mohammed VI umiera i jak każdy prawowierny muzułmanin trafia do raju. Natychmiast postanawia odnaleźć swojego ojca - zmarłego przed siedmiu laty Hasana II. Nikt go jednak nie widział. W końcu trafia przed oblicze Najwyższego."Przepraszam, ale nie wiem, o kogo chodzi" - odpowiada Bóg. Mohammed VI wyciąga zza pazuchy zdjęcie, ale to wprawia Stwórcę w osłupienie. "Eee, przykro mi, ale ja takiego nie stworzyłem" - odpowiada zażenowany Bóg.

Śmieszne? Dla niektórych być może tak, ale na pewno nie dla marokańskiego wymiaru sprawiedliwości. Dziennikarze pisma "Niszan", którzy wydrukowali ten kawał, zapłacili zań trzema latami więzienia w zawieszeniu, grzywną odpowiadającą pięciu tysiącom dolarów, a ich gazeta ma przez dwa miesiące zakaz druku.

"Czemu opublikowaliście te teksty? Czy nie ma dla was już nic świętego? Nie kochacie swojego kraju?" - dopytywał się sędzia w czasie rozprawy, ale kiedy na sali odczytywano tekst dziennikarzy, słychać było śmiechy, a sam sąd miał problemy z utrzymaniem poważnej miny. Sielankową atmosferę zdruzgotał dopiero oskarżyciel. Dziennikarze - argumentował - dokonali zabronionej przez islam personifikacji Allaha. Zażądał dla Drisa Ksikesa oraz Sany Al-Adżi pięciu lat więzienia, blisko 12 tysięcy dolarów grzywny i dożywotniego zakazu wykonywania zawodu.

"Na szczęście wyrok okazał się być łagodniejszy, niż chciała tego prokuratura. Ale świadomość tego, że wisi nade mną groźba więzienia i że <Niszan> nie może wychodzić, jest trudna do zniesienia" - mówi DZIENNIKOWI Dris Ksikes. Według niego przytoczony żart miał być jedną z ilustracji artykułu o marokańskim poczuciu humoru, a kawał o Hasanie II ulica w Rabacie zna doskonale.

Komentatorzy zwracają jednak przede wszystkim uwagę na to, że do skazania dziennikarzy doszło w kraju, który od lat uważany jest za jedną z ostoi liberalizmu w świecie islamu. Przypominają jednak, że władze maghrebskiego Królestwa już dawno wyrugowały z gazet satyrę. Główna tematyka dopuszczanych dowcipów to przywódcy Stanów Zjednoczonych i Izraela, próbujący zniszczyć świat arabski.







W jednym z żartów Tony Blair i George Bush siedzą na pustyni. Blair mówi: "Zróbmy coś konstruktywnego"; na co Bush odpowiada: "Właśnie robię" i wskazuje na pułapkę na ptaki z napisem "Pomoc dla krajów afrykańskich". Śmieszne? Trochę...