Gazety zamieszczają duże artykuły, opatrzone zdjęciami podziurawionej tarczy z twarzą Aleksandra Litwinienki, byłego rosyjskiego szpiega, otrutego w Londynie w listopadzie ubiegłego roku. Autorzy zwracają uwagę, że tarcze widać nie tylko na zamieszczonym na stronie dziennik.pl filmie, ale i na zdjęciach z oficjalnej strony internetowej ośrodka szkoleniowego "Witiaź".
Rosyjskie media podkreślają, że coś jest na rzeczy, bo szokujące fotografie usunięto ze strony, kiedy zapytaliśmy w ośrodku, dlaczego kursanci strzelają do wizerunku byłego rosyjskiego agenta. Wskazują też na reakcję szefa "Witiazia", Siergieja Łysiuka, który - w ogóle nie znając filmu - natychmiast zaprzeczył i upierał się, że na tarczach na pewno jest ktoś inny.
Rosjanie są także zszokowani, że 7 listopada 2006 roku - czyli jeszcze kiedy otruty Litwinienko walczył o życie w londyńskim szpitalu - w ośrodku pod Moskwą pojawił się Siergiej Mironow, obecny szef Rady Federacji Rosyjskiej. I w ogóle nie przeszkadzało mu, że na strzelnicach rozwieszone są tarcze z twarzą Litwinienki.
Mironow jest w Rosji bardzo ważną osobą. Kierowana przez niego Rada Federacji to wyższa izba rosyjskiego parlamentu. A sam polityk stanie na czele partii "Sprawiedliwa Rosja", w której szeregach już wkrótce może się znaleźć rosyjska Pierwsza Dama, Ludmiła Putin.
To, że informacja w ogóle pojawiła się w rosyjskich mediach, jest dość zadziwiające. Bo gazety, stacje radiowe i telewizyjne oraz portale internetowe w Rosji nie mogą korzystać z pełni wolności. Najważniejsze media pozostają pod kontrolą władz i nie ma mowy, żeby tam pojawiła się jakaś informacja obciążająca kogoś z najważniejszych osób w państwie.