Naukowcy mieli przyznać, że wywierano na nich naciski, w czasie przesłuchań w amerykańskim Kongresie - pisze brytyjski "Guardian". Mieli tak pisać prace naukowe, żeby nie było w nich ani słowa o globalnym ociepleniu i powodowanych przez nie zmianach klimatycznych. Naciski nie ominęły nawet badaczy pracujących dla NASA.
Kto za tym stoi? Ci sami wysocy urzędnicy, którzy nie godzą się na kontrole ilości trujących gazów, wypuszczanych do atmosfery przez amerykańskie fabryki czy samochody. Mało tego - administracja prezydenta George'a Busha domagała się obcięcia funduszy na badania klimatu.
Stany Zjednoczone to jeden z największych krytyków protokołu z Kioto - dokumentu, który zakłada, że ci, którzy złożyli pod nim swoje podpisy, muszą zrobić wszystko, żeby zmniejszyć ilość szkodliwych gazów wyrzucanych do atmosfery. Waszyngton uparcie nie chce dokumentu przyjąć, choć sam produkuje 40 procent szkodliwych spalin. Teraz widać, że chce także "wpływać" na sam klimat.