"Mieszkam w Europie, ale nigdy nie czułem się Europejczykiem. Jestem Rosjaninem" - mówi Pawieł. Ma 28 lat i pracuje w moskiewskim warsztacie samochodowym. "Widzisz, my jesteśmy od was... trochę bardziej dzicy" - mówi. Czuje się zaskoczony, że ktoś pyta go o Europę - pisze DZIENNIK.
Właśnie opublikowano sondaż, który mówi jasno i wyraźnie, że Pawieł nie jest żadnym wyjątkiem. 71 procent Rosjan - jego rodaków - odpowiada: Nie czujemy się
Europejczykami. Naszym kontynentem nie jest ani Europa, ani Azja - jest nim po prostu Rosja. Mało tego - Unia Europejska, z którą Władimir Putin formalnie utrzymuje "partnerskie
stosunki", dla prawie połowy jego rodaków pozostaje przeciwnikiem. "Naszymi wrogami wciąż są Europa i USA" - pisze jeden z rosyjskich internautów.
Dla socjologów wyniki sondażu nie są zaskoczeniem. "Nie ma w tym nic dziwnego, bo... my naprawdę nie jesteśmy Europejczykami. Instynktownie czujemy, że nie należymy do zachodniej cywilizacji, a promowane przez nią liberalne wartości są dla nas nie do przyjęcia" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM socjolog Leonid Siedow. Zdaniem socjologa, ta różnica mentalności wynika z tego, że Rosja to spadkobierczyni Bizancjum, a nie rzymskiej Europy.
Właśnie do nich odwołują się rosyjscy politycy, którzy w stosunkach z Zachodem wykorzystują każdą możliwość, by podkreślić konieczność kroczenia własną, nienarzuconą przez nikogo drogą. "Nie zmuszajcie nas do przyjmowania europejskiej cywilizacji" - mówił niedawno szef rosyjskiego sztabu generalnego generał Jurij Bałujewski. "Nie istnieją wspólne wartości, akceptowalne przez wszystkie kraje. Ich po prostu nie ma" - przekonywał.
"Kreml ma bardzo sprytną taktykę. Z jednej strony obściskuje się z liderami Unii Europejskiej, a z drugiej własnemu społeczeństwu stara się jak najmniej mówić o europejskości. Tu nie lansuje się żadnych wartości europejskich ani nie odwołuje do wspólnej tożsamości kontynentalnej" - mówi DZIENNIKOWI analityk Witalij Portnikow.
Dla socjologów wyniki sondażu nie są zaskoczeniem. "Nie ma w tym nic dziwnego, bo... my naprawdę nie jesteśmy Europejczykami. Instynktownie czujemy, że nie należymy do zachodniej cywilizacji, a promowane przez nią liberalne wartości są dla nas nie do przyjęcia" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM socjolog Leonid Siedow. Zdaniem socjologa, ta różnica mentalności wynika z tego, że Rosja to spadkobierczyni Bizancjum, a nie rzymskiej Europy.
Właśnie do nich odwołują się rosyjscy politycy, którzy w stosunkach z Zachodem wykorzystują każdą możliwość, by podkreślić konieczność kroczenia własną, nienarzuconą przez nikogo drogą. "Nie zmuszajcie nas do przyjmowania europejskiej cywilizacji" - mówił niedawno szef rosyjskiego sztabu generalnego generał Jurij Bałujewski. "Nie istnieją wspólne wartości, akceptowalne przez wszystkie kraje. Ich po prostu nie ma" - przekonywał.
"Kreml ma bardzo sprytną taktykę. Z jednej strony obściskuje się z liderami Unii Europejskiej, a z drugiej własnemu społeczeństwu stara się jak najmniej mówić o europejskości. Tu nie lansuje się żadnych wartości europejskich ani nie odwołuje do wspólnej tożsamości kontynentalnej" - mówi DZIENNIKOWI analityk Witalij Portnikow.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|