O tym, że rosyjskie obiekty nuklearne nie są odpowiednio chronione, opowiedział stacji BBC człowiek, który w przeszłości sprawdzał zabezpieczenia takich miejsc. Były rosyjski dyplomata Wiktor Mizin przyznał, że najlepiej jest z magazynami wojskowymi - o te władze armii przynajmniej starają się dbać. Ale aż 53 procent cywilnych obiektów nie ma należytej ochrony. To oznacza, że sprytni złodzieje bez problemu mogą się dostać do około 300 ton materiałów radioaktywnych.
A władze nie reagują. I nie przeraża ich nawet statystyka - tylko w 2002 roku zanotowano około 50 kradzieży promieniotwórczych trucizn. Nie są to co prawda wysokowzbogacone pierwiastki, które wykorzystuje się do budowy broni nuklearnej. Ale wprawni terroryści bez problemu zbudują z nich "brudną bombę" - ładunek, który bardzo skutecznie i na długie lata może skazić potężny obszar i zagrozić życiu ludzi.
Eksperci oceniają, że "brudna bomba" to jedno z największych zagrożeń dla świata. A Mizin twierdzi, że gdyby terroryści chcieli wykraść w Rosji trochę potrzebnych do jej zbudowania materiałów, nie mieliby z tym żadnego problemu.