"Wszyscy troje zapewniliśmy, że opowiadamy się za rozwiązaniem przewidującym istnienie dwóch państw. Zgodziliśmy się też, że państwo palestyńskie nie może powstać z
przemocy i terroru" - oznajmiła Rice po spotkaniu w Jerozolimie z premierem Olmertem i prezydentem Abbasem.
Przed spotkaniem Rice zastrzegła, że nie spodziewa się, aby szczyt przyniósł konkretne rezultaty polityczne i np. utorował drogę do rokowań między Izraelem a Palestyńczykami. Ale ma
nadzieję, że będzie okazją do szczerej wymiany poglądów.
I chyba taka wymiana nastąpiła, skoro obaj zwaśnieni politycy zgodzili się, że pokój na Bliskim Wschodzie może być trwały tylko, gdy ich państwa będą istnieć obok siebie jako niezależne
kraje.
Ale Izrael i Amerykanie wciąż nie ukrywają rozczarowania postawą prezydenta Autonomii Mahmuda Abbasa, który nie chce - lub nie jest w stanie - zmusić Hamasu do uznania układów pokojowych.
Tworzony właśnie przez Hamas i Fatah rząd nie spełnia oczekiwań Zachodu, więc nie zostaną zniesione sankcje ekonomiczne wobec Autonomii.
Z drugiej strony Izrael jako oznakę dobrej woli ze strony Palestyńczyków potraktowałby zwolnienie uprowadzonego w czerwcu zeszłego roku przez Hamas żołnierza, Gilada Szalita.