Maleje nadzieja na powstanie silnej i zjednoczonej opozycji na Białorusi. Opozycji, która mogłaby zakończyć rządy Aleksandra Łukaszenki. Jej liderzy zamiast walczyć z dyktatorem, pogrążyli się w kłótniach o wpływy i przywództwo - pisze DZIENNIK.
Dziś można już mówić wręcz o rozłamie, jeżeli nie o końcu opozycji. Jeden z jej najwyraźniejszych liderów opozycji i były kandydat na prezydenta Aleksander
Milinkiewicz ogłosił wczoraj, że nie weźmie udziału w szumnie zapowiadanym na połowę marca Kongresie Sił Demokratycznych. "W ogóle nie interesuje mnie ta marna impreza. Kongres
powinien wybrać jednego lidera opozycji i pozwolić mu stworzyć sztab ludzi do walki z Łukaszenką. Ale nikt nie popiera mojego pomysłu, wszyscy są przeciw" - powiedział
DZIENNIKOWI.
Choć sam o tym nie wspomina, w roli "jedynego" przywódcy Milinkiewicz widzi oczywiście siebie. I obrażony na pozostałych liderów opozycji bezpartyjny do tej pory polityk zapowiedział właśnie, że ponownie przystępuje do budowy własnego ugrupowania. Zabrał się do tego dość energicznie i zapowiedział, że już wkrótce zwoła kongres założycielski swojej partii "Za Wolność".
Słowa Milinkiewicza świadczą, że z atmosfery marcowych dni zeszłego roku - gdy ludzie masowo protestowali na głównym placu Mińska przeciwko wyborczym oszustwom, dającym Łukaszence trzecie z rzędu zwycięstwo w wyborach prezydenckich - zostało zaledwie wspomnienie. Wówczas wydawało się, że opozycja prędzej czy później musi przejąć władzę. Teraz zżerają ją kłótnie.
Choć sam o tym nie wspomina, w roli "jedynego" przywódcy Milinkiewicz widzi oczywiście siebie. I obrażony na pozostałych liderów opozycji bezpartyjny do tej pory polityk zapowiedział właśnie, że ponownie przystępuje do budowy własnego ugrupowania. Zabrał się do tego dość energicznie i zapowiedział, że już wkrótce zwoła kongres założycielski swojej partii "Za Wolność".
Słowa Milinkiewicza świadczą, że z atmosfery marcowych dni zeszłego roku - gdy ludzie masowo protestowali na głównym placu Mińska przeciwko wyborczym oszustwom, dającym Łukaszence trzecie z rzędu zwycięstwo w wyborach prezydenckich - zostało zaledwie wspomnienie. Wówczas wydawało się, że opozycja prędzej czy później musi przejąć władzę. Teraz zżerają ją kłótnie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|