Włoska centrolewica nie oddaje władzy. I nie chce słyszeć o innym premierze niż Romano Prodi, który w środę podał swój gabinet do dymisji. Politycy centrolewicy namówili Prodiego, by nadal był szefem rządu. Ale musieli bezwarunkowo poprzeć dwunastopunktowy program premiera.
Prodi postawił twarde warunki. "Albo zaakceptujecie bez negocjacji mój program, albo nie będę premierem" - powiedział politykom centrolewicy. A ci tak boją się utraty władzy, że program zaakceptowali.
Koalicja rządowa ma zaledwie przewagę jednego głosu w Senacie, a Prodi nie chce przegrywać żadnych ważnych głosowań w parlamencie. Tak jak w środę, gdy podał się do dymisji. Politycy centrolewicy zabrali się więc za umacnianie koalicji rządzącej. Postanowili namówić co najmniej pięciu senatorów opozycji, aby przeszli na stronę rządzących.
Potencjalni kandydaci stawiają jednak trudne warunki. Pierwszy upatrzony przez centrolewicę senator - w zamian za przejście do koalicji rządzącej - zażądał budowy mostu nad Cieśniną Mesyńską.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|