Nic więc dziwnego, że frekwencja w niedzielnych wyborach wyniosła ponad 60 proc. A przez internet zagłosowało aż 30 tys. wyborców. Głównie tych, którzy są teraz za granicą. "Głosy oddali Estończycy z 40 krajów na świecie" - informuje komisja wyborcza.

Internetowe głosowanie było potrzebne, bo Estończycy są dość leniwi. "Co najmniej jedna szósta uprawnionych do głosowania, nie poszłaby na wybory, gdyby nie mogła głosować w sieci" - twierdzą socjologowie. A że w nadbałtyckim kraju bardzo popularne są elektroniczne karty identyfikacyjne, to nie ma problemu z fałszowaniem wyników internetowego głosowania. Co więcej, taka forma wybierania parlamentarzystów przydała się osobom starszym, często schorowanym.

A estońska komisja wyborcza podliczyła już 99 proc. oddanych głosów. I jest niemal pewne, że wygrała Partia Reform, która zdobyła 27,7 proc. głosów. Drugie miejsce zajęła Partia Centrum, na którą zagłosowało 26 proc. wyborców.