Dom publiczny Debory Palfrey był znany w całym Waszyngtonie. Pracowały tam 132 prostytutki, a uciech w ich objęciach szukało ponad 10 tys. klientów. Wśród nich byli politycy i biznesmeni z pierwszych stron gazet. Teraz przybytek Parfley jest zamknięty, a ona sama została oskarżona o stręczycielstwo. Grozi, że ujawni nazwiska klientów.
Madame D.C., bo tak nazywana jest Parfley, wcale nie żartuje. A to dlatego, że nie tylko jest oskarżona o stręczycielstwo, ale dodatkowo śledczy zabezpieczyli jej majątek wart 1,5 miliona dolarów. I to najbardziej ją denerwuje. "Stoję u progu bankructwa" - tłumaczy Parfley, która chce odzyskać choć część tego, co zabrali jej śledczy. Jak? Grozi, że opublikuje listę swoich klientów. Oczywiście za pieniądze.
To oznaczałoby wielki skandal. Dlaczego? "Bo klientami Parfley były wysoko postawione osoby" - mówi adwokat kobiety. Nic więc dziwnego, że do sądu wpłynął już wniosek o zakazanie Parfley publikowania listy klientów. Jednak, jak zapewnia kobieta, przed ujawnieniem nazwisk powstrzymać ją może jedynie zastrzyk gotówki, a nie decyzje sądu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|