Komendanci, którzy wysługują się policjantami, to nie tylko polska przypadłość. Jeden z szefów milicji w rosyjskim Jekaterinburgu kazał swemu podwładnemu wywołać alarm w samolocie. Maszyna miała zawrócić, bo... znajomi komendanta spóźnili się na samolot.
Posłuszny funkcjonariusz rozkaz wykonał. Od razu zadzwonił na lotnisko i ostrzegł, że w samolocie jest bomba. Maszyna natychmiast zawróciła, a antyterroryści i saperzy ją przeczesali. Nic jednak nie znaleźli. Gdy wzięto na spytki człowieka, który wywołał alarm, ten przyznał się do wszystkiego.
On i jego przełożony od razu wylecieli z pracy. Mało tego - najbliższe 21 miesięcy spędzą za kratkami za wywołanie fałszywego alarmu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz