W Rosji odbyły się wybory samorządowe. Ale nie wszystkim się to spodobało. W proteście przeciw wyborom i obecnemu prezydentowi - Władimirowi Putinowi - rosyjscy bolszewicy zaatakowali jeden z lokali wyborczych.
Mężczyźni ze świecami dymnymi i racami wpadli do lokalu wyborczego w podmoskiewskim Odińcowie. Od razu rozpylili w lokalu kłęby czerwonego dymu i rozwinęli czerwone sztandary. Przerażeni ludzie wybiegli w panice z budynku. Bali się, że to atak terrorystów.
Bolszewicy mieli jednak pecha, bo komisja wyborcza znajdowała się w komendzie milicji. Funkcjonariusze zareagowali błyskawicznie. Wywlekli ich z budynku, poczekali aż dym się ulotni, a potem trzech mężczyzn wsadzili do aresztu. Teraz odpowiedzą nie tylko za sparaliżowanie wyborów, ale też za atak na rządowy budynek. A za to już grozi wiele lat odsiadki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|