Dimas twierdził, że zmniejszenie prędkości to mniej gazów cieplarnianych w atmosferze i wolniejsze globalne ocieplenie. Dlatego zażądał od Niemców wprowadzenia, wzorem innych krajów Unii, ograniczeń prędkości. Dla naszych zachodnich sąsiadów wolność na autostradach to jednak rzecz święta.
Wszystkie partie, nawet niemieccy Zieloni, jednogłośnie dały do zrozumienia Dimasowi, co sądzą o jego pomyśle. Kanclerz Angela Merkel, która ostatnio na unijnym szczycie robiła wszystko, by pchnąć Europę na zielone tory, powiedziała, że nawet nie rozważa wprowadzenia ograniczeń. A minister ochrony środowiska Sigmar Gabriel wyśmiał komisarza. Stwierdził, że ograniczenia można by wprowadzić ze względów bezpieczeństwa, ale na pewno nie ze względu na ochronę klimatu. Bo to i tak niczego nie zmieni.