"Rozmawiałem z żołnierzami w Iraku i byli sfrustrowani tym, że siedzą w koszarach. Że są ostrzeliwani, a sami nie mogą sięgnąć po broń" - powiedział wczoraj minister obrony Aleksander Szczygło. Teraz ma być inaczej. Polacy będą polować na bojówkarzy, zamiast czekać na ich ataki. Dlaczego? Aby szybciej zaprowadzić spokój w Diwaniji, gdzie stacjonują polscy żołnierze.
I jak się okazało efekty są już po pierwszym dniu ofensywnej operacji "Czarny Orzeł". Polacy nie tylko skonfiskowali Irakijczykom duże ilości broni, ale również odkryli warsztat, gdzie produkowano bomby. Zlikwidowali też dwa magazyny z amunicją.
"Pierwszy dzień <Czarnego Orła> był bardzo udany" - oceniają dowódcy. A celem operacji jest usunięcie terrorystów grasujących w Diwaniji położonej na południe od Bagdadu. To efekt zmian kadrowych w Dowództwie Operacyjnym polskiej armii.
Dlaczego polscy żołnierze, którzy do tej pory doradzali Irakijczykom i szkolili ich żołnierzy, chwycili nagle za broń? W ostatnim czasie nasze bazy w Iraku coraz częściej ostrzeliwują bojówkarze. A armia iracka z tymi atakami sobie nie radziła. To jednocześnie efekt zmian na stanowisku Dowództwa Operacyjnego, koordynującego misje zagraniczne polskiej armii. Stanowisko stracił gen. broni Henryk Tacik. Zastąpi go gen. Bronisław Kwiatkowski.
W Iraku stacjonuje obecnie ok. 900 polskich żołnierzy. Są tam od 2003 roku. Przebywają w dwóch bazach "Echo" w Diwaniji i "Delta" w Kucie.