Pożar w Charleston w Południowej Karolinie, który strawił sklep meblowy i zabił dziewięciu strażaków, zaczął się przy rampie ładunkowej. Tam, gdzie pracownicy sklepu chodzili na papierosa - twierdzą inspektorzy, którzy badają przyczyny wybuchu ognia. Nie chcą na razie potwierdzić, że to przez niedopałek wybuchł pożar.
Wszystkim wydawało się, że ogień w sklepie meblowym będzie szybko ugaszony. Jednak w ciągu kilku minut w Charleston płomienie objęły cały budynek i odcięły drogę ucieczki dziewięciu strażakom.
Według szefów straży pożarnej - to największa dla nich tragedia od czasów ataków terrorystycznych z 11 września. Nawet w kalifornijskich pożarach lasów nie zginęło tylu ratowników, co w poniedziałek w Charleston.
Udało się uratować kilku pracowników sklepu. Jeden z nich walił młotkiem w ścianę, by dać ratownikom znać, gdzie jest. Strażacy zdołali do niego dotrzeć i wyciągnąć go na zewnątrz, zanim w salonie rozszalał się ogień.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|