Według naczelnego kwatermistrza gen. Liao Xilonga, przybliżony koszt operacji wyniesie 789 mln dol., przy czym żołnierze dostaną również nowe koce i prześcieradła. Nowe mundury w pierwszym rzucie trafiły do garnizonu w Hongkongu, gdzie żołnierze wystąpili w nich w niedzielę podczas ceremonii z okazji 10. rocznicy powrotu byłej brytyjskiej kolonii do Chin.
Oficerowie i żołnierze z garnizonów m.in. w Pekinie i Makau wymienią mundury 1 sierpnia, z okazji 80. rocznicy utworzenia chińskiej armii, która do końca II wojny światowej nosiła nazwę Armii Czerwonej.
Tymczasem szeregowi wojacy na prowincji będą musieli poczekać, aż wojskowe szwalnie uszyją miliony nowych mundurów. "Wymiana jest niezbędna, bo żołnierski mundur to wizytówka kraju" - zaznacza gen. Liao, dodając, że operacja odbędzie się przy minimalnych kosztach.
Służba w chińskiej armii jest ochotnicza, a przyjęcie w jej szeregi do dziś uchodzi za rodzaj nobilitacji, szczególnie na prowincji. O jedno miejsce nierzadko konkuruje kilkudziesięciu chętnych. Ewenementem na skalę światową jest to, że Armia Ludowo-Wyzwoleńcza nie podlega władzom kraju, lecz partii komunistycznej.