Dziennik Gazeta Prawana logo

Turecka armia grozi nowemu prezydentowi

5 listopada 2007, 23:16
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ledwie Abdullah Gul został prezydentem Turcji, a już musi się z mierzyć z groźbą wojskowego puczu. Bo Yasar Buyukanit, szef tureckiego sztabu, grozi, że jeśli tylko prezydent zacznie zmieniać kraj w islamską republikę, to na ulice wyjadą czołgi.

Kandydatura Gula budziła kontrowersje już od maja, czyli od zakończenia kadencji przez poprzedniego szefa państwa Ahmeta Necdeta Sezera. Polityk rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) miał zostać prezydentem Turcji już na wiosnę, ale na jego osobę nie zgadzała się opozycja. A to dlatego, że Gul był pierwszym politykiem wywodzącym się z ruchu islamskiego kandydującym na urząd prezydenta. Partie świeckie zarzucały mu, że będzie chciał wzmocnić rolę islamu w życiu państwa. Dlatego opozycja zbojkotowała głosowanie tak, że nie było potrzebnej większości, bo w Turcji prezydenta wybiera parlament. Opozycję poparła armia, która zagroziła puczem. Gul, który był wówczas jedynym kandydatem, wycofał swą kandydaturę.

Żeby przełamać polityczny impas, premier Recep Tayyip Erdogan rozpisał przedterminowe wybory parlamentarne. 22 lipca zwycięstwo odniosła wywodząca się z ruchu islamskiego AKP i dziś wreszcie udało się jej wybrać swego kandydata.

"W Turcji władzę przejmują ludzie ze złymi intencjami. Przygotowują oni plany, by zburzyć świeckość państwa, zlikwidować demokrację i zniszczyć to, co osiągnęliśmy" - napisał generał Buyukanit na oficjalnej stronie internetowej wojska. Grozi, że jeśli tylko nowy prezydent, który zmusza swoją żonę, by ta chodziła w muzułmańskiej chuście, będzie chciał do tego samego zmusić inne Turczynki, to wojsko wyjdzie na ulice. Od 1960 roku wojskowi cztery razy odsuwali cywilów od władzy.

Tak więc Abdullah Gul, były minister spraw zagranicznych, stoi przed najgorszym koszmarem swej kadencji. Musi przekonać Turków, że nie chce u nich wprowadzić drugiego talibanu, a jednocześnie nie stracić poparcia islamistów, którzy wynieśli go do władzy. Eksperci przewidują, że Gul jako prezydent nie będzie robił nic, żeby zaogniać sytuację. Zarówno on, jak też premier Erdogan zapewniają, że będą lojalnie przestrzegać świeckości państwa.

Sytuacji w Turcji z uwagą przygląda się Europa. To zrozumiałe, bo Turcja to ważny członek NATO, gdyż graniczy z państwami Bliskiego Wschodu, w tym Iranem i Irakiem, a także z poradzieckimi republikami azjatyckimi. Kraj ten chce też wejść do UE.

Wieczorem Gul został zaprzysiężony. W przemówieniu po ceremonii opowiedział się za laickim charakterem państwa i neutralnością. "Republika turecka jest demokratycznym, świeckim, socjalnym państwem, w którym panują rządy prawa" - podkreślił, dodając, że będzie "zdeterminowanym i wiernym obrońcą każdej z tych zasad".

Nowy prezydent zapewnił też, że "dopóki będzie pełnił urząd, nie będzie kierował się żadnymi uprzedzeniami w stosunku do obywateli".

Na jutro premier Recep Tayyip Erdogan zapowiedział przedstawienie prezydentowi składu nowego rządu, który ma przyspieszyć wymagane przez UE reformy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj