Protestujący przeszli ulicami Teheranu w kierunku placu Azadi (Wolności), będącego tradycyjnym miejscem protestów. Znajduje się tam wielki marmurowy łuk.

Reklama

Niektórzy demonstrujący wykrzykiwali: "Śmierć dyktatorowi" mając na myśli prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadineżada, oraz "Allah akbar". Podpalano kosze na śmieci.

Według świadków oraz opozycyjnych stron internetowych, na placu Azadi oraz w pobliżu ulic prowadzących do tego miejsca policja użyła gazu łzawiącego i kul wypełnionych farbą. Do podobnych incydentów doszło kilka kilometrów dalej, w pobliżu Uniwersytetu Teherańskiego.

Jak podała opozycyjna strona internetowa kaleme.com, w stolicy Iranu zatrzymano kilkadziesiąt osób.

Zdaniem świadków, setki osób zebrały się także na południu kraju, w Szirazie, oraz w środkowej części Iranu, w Isfahanie. W tym ostatnim mieście wybuchły zamieszki, podczas których, podobnie jak w Teheranie, zatrzymano kilkadziesiąt osób.

Poniedziałkowe demonstracje były pierwszymi protestami irańskiej opozycji od ponad roku.



O zgodę na zorganizowanie wiecu solidarności z demonstrantami w Tunezji i Egipcie wystąpili przywódcy opozycji Mir-Hosejn Musawi oraz Mehdi Karubi. Prokurator generalny Golam Hosejn Mohseni Edżeni odrzucił ich wniosek i ostrzegł przed ewentualnymi konsekwencjami. W sobotę irańskie MSW zakazało wszelkich manifestacji, uznając je za nielegalne.

Mimo to na opozycyjnych stronach internetowych pojawiły się wezwania do różnych grup, by zorganizować jednak manifestację.

Jak podały strony internetowe opozycjonistów, w poniedziałek irańska policja zablokowała dostęp do domów Musawiego i Karubiego, by uniemożliwić im udział w manifestacji. Odcięto także linie telefoniczne w domu Musawiego.

Władze w Teheranie obawiają się, że manifestacje poparcia dla rewolt w państwach Afryki Północnej mogłyby przerodzić się w antyrządowe demonstracje w samym Iranie.

Musawi i Karubi byli kandydatami w wyborach prezydenckich z czerwca 2009 roku, których wyniki - według opozycji - sfałszowano. Ponowny wybór Mahmuda Ahmadineżada na przywódcę Iranu doprowadził do fali protestów. 27 grudnia 2009 roku doszło do najkrwawszych zamieszek, w których zginęło osiem osób, a kilkudziesięciu zwolenników ruchu reformatorów aresztowano.