Dziennik Gazeta Prawana logo

Przełom w Belgii. Wreszcie powstanie rząd?

22 lipca 2011, 12:40
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Belgijskie partie doszły do porozumienia, że w połowie sierpnia rozpoczną kolejne negocjacje w sprawie utworzenia nowego rządu, ale już bez udziału największej partii w kraju - Nowego Sojuszu Flamandzkiego (NV-A). Do tego czasu mają się rozpocząć prace nad reformą państwa.

"Otrzymaliśmy to, o co prosiliśmy" - oświadczył w piątek rano szef flamandzkiej chadecji Wouter Beke. Tak jak życzyło sobie jego ugrupowanie, Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna i Flamandzka (CD&V), przed sformowaniem rządu partie muszą najpierw dojść do porozumienia w sprawie reformy państwa oraz okręgu wyborczego wokół Brukseli, tzw. BHV.

Negocjacje będzie prowadził, tak jak do tej pory, lider francuskojęzycznych socjalistów Elio Di Rupo. Król Belgów Albert II ponownie powierzył mu w nocy z czwartku na piątek, po wielogodzinnym spotkaniu ośmiu partii, misję sformowania rządu. W rozmowach nie będzie uczestniczyła flamandzka nacjonalistyczna N-VA, której lider Bart de Wever odrzucił na początku lipca propozycje kompromisu przedstawione przez Di Rupo.

Belgia od ponad 400 dni nie ma rządu, bijąc wszelkie rekordy długości kryzysu politycznego. Za sprawy bieżące odpowiada wciąż gabinet premiera Yvesa Leterme'a, który podał się dymisji przed ubiegłorocznymi wyborami. Przełom nastąpił, gdy flamandzka chadecja postanowiła w środę wieczorem, pod wieloma warunkami, włączyć się do negocjacji pomimo sprzeciwu zrzeszonej z nią partii de Wevera.

Oprócz francuskojęzycznych socjalistów (PS) i flamandzkiej chadecji (CD&V) obecna koalicja skupia wszystkie pozostałe partie polityczne kraju, czyli flamandzkich socjalistów (SP.A), francuskojęzycznych i flamandzkich liberałów (MR i VLD), Zielonych (Ecolo i Groen) oraz francuskojęzyczną chadecję (CDH) i walońskich radykałów (FDF).

Już wcześniej mówiło się o możliwości takiego rozwiązania, jednak do powołania koalicji brakowało zgody CD&V, do tej pory politycznego partnera N-VA. Bez jej udziału żaden z możliwych do utworzenia rządów nie miałby wymaganej do poparcia reform większości dwóch trzecich głosów w parlamencie.

Jak jednak podkreśla w piątek prasa belgijska, decyzja o rozpoczęciu negocjacji opiera się na "bardzo delikatnej równowadze" i nie oznacza, że rząd uda powołać się szybko. Partiom "potrzebne było siedem i pół godziny, żeby dojść do kompromisu, dotyczącego przede wszystkim sposobu negocjacji" - zauważał w internetowym wydaniu dziennik "Le Soir".

Po ostatnich wyborach parlamentarnych z 13 czerwca 2010 roku do tradycyjnych podziałów na tle kulturalnym i społecznym pomiędzy dwoma największymi regionami kraju - francuskojęzyczną Walonią na południu i flamandzkojęzyczną Flandrią na północy - doszedł ostry podział polityczny: wybory na południu wygrali socjaliści, a na północy nacjonalistyczna prawicowa N-VA dążąca do pełnej niezależności Flandrii. Do kompromisu nie udało się doprowadzić siedmiu królewskim negocjatorom.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj