Europa i Japonia wstrzymują zakupy irańskiego surowca. Jednoczesne wypadnięcie z rynku dwóch ważnych eksporterów ropy może mieć dramatyczne skutki dla światowej gospodarki.

Reklama

W czwartek cena ropy brent w Londynie przekroczyła 114 dol. za baryłkę. Ceny zaczęły rosnąć po zapowiedzi Tokio o ograniczeniu zakupów irańskiej ropy, stanowiącej 10 proc. importu kraju. Japonia postanowiła wesprzeć zachodnie sankcje przeciwko Teheranowi po wizycie sekretarza skarbu USA Timothy’ego Geithnera. Do podobnego kroku Geithnerowi nie udało się przekonać Chin, które Amerykanin odwiedził w środę.

Kampania USA na rzecz izolacji Iranu to odpowiedź na irańskie postępy w rozwoju technologii jądrowej, która – w przekonaniu Waszyngtonu – służy budowie bomby atomowej. Sankcje, przyjęte niedawno przez Waszyngton, zamykają dostęp do swojego systemu finansowego firmom współpracującym z irańskim bankiem centralnym (BM), uznawanym za główne źródło finansowania reżimu ajatollahów. Tymczasem właśnie za pośrednictwem BM świat rozlicza się za irańską ropę.

Dołączenie do sankcji Japonii, drugiego co do wielkości odbiorcy surowca z Iranu, to wciąż za mało, by pogrążyć irańską gospodarkę. Finanse ajatollahów padną dopiero, gdy do bojkotu przystąpią Chiny, główny partner energetyczny Teheranu. Pekin ograniczył co prawda o połowę zakupy ropy, znajdując bez problemu alternatywnych dostawców w postaci Rosji i Wietnamu, ale uczynił to wyłącznie na czas rozmów o nowej umowie naftowej z Iranem. Politycznie Pekin stoi murem za Teheranem i zdecydowanie sprzeciwia się promowanym przez Waszyngton sankcjom gospodarczym.

Postępowanie Pekinu dowodzi jednak, że także europejskie rafinerie mogą się obejść bez irańskiego surowca. Jak informuje dziennik „Financial Times”, część z nich zrezygnowała już z zakupu irańskiej ropy na rynkach spotowych. Pod koniec stycznia, gdy Unia Europejska ma oficjalnie nałożyć sankcje na Iran, zamrożeniu ulegną także dostawy zakontraktowanej ropy.

Zniknięcie Iranu z jego wynoszącym zaledwie 5 proc. udziałem w światowym rynku ropy nieznacznie wpłynie na ceny surowca. Gorzej, jeżeli Teheran zdecyduje się na blokadę cieśniny Ormuz, przez którą przepływa jedna trzecia ropy dostarczanej na światowe rynki drogą morską. Eksperci ostrzegają, że odcięcie Zatoki Perskiej od świata i konieczność znalezienia nowych tras transportu ropy spowoduje wzrost ceny baryłki o co najmniej 40 dol. Chaos może się pogłębić, jeśli w anarchii pogrąży się Nigeria, sprzedająca czarne złoto zarówno Amerykanom, jak i Europejczykom. Do trwających od kilku dni zamieszek, wywołanych rezygnacją rządu w Abudży z dotowania cen paliw, dołączyli się także pracownicy firm naftowych, którzy wstrzymali prace platform wydobywczych.