Bruksela planuje powołanie kolejnego, jedenastego już przedstawiciela do zadań specjalnych z zarobkami zaszeregowanymi jako AD 16, czyli najwyższymi w unijnej biurokracji. Będzie on odpowiedzialny za prawa człowieka. Dziś Unia ma 10 specprzedstawicieli. W większości dublują oni zadania dyplomatów, którzy podlegają Catherine Ashton. Jak jednak przekonują eurokraci, nowy urząd jest konieczny, bo ma do wykonania kluczową misję. Będzie odpowiadał za zwiększenie przejrzystości, skuteczności, spójności i odpowiedzialności unijnej polityki praw człowieka.

Reklama

Pracujący obecnie wysłannicy unijni zajmują się np. Afganistanem, Unią Afrykańską, Bośnią i Hercegowiną, Azją Centralną, procesem pokojowym na Bliskim Wschodzie czy południową częścią basenu Morza Śródziemnego (to stanowisko utworzono po Arabskiej Wiośnie). Statutowo głównym celem jest promowanie polityki unijnej i wzmacnianie procesów pokojowych i demokratycznych w danym regionie. Stąd też przedstawicielstwa tworzy się w miejscach, w których albo właśnie zakończyła się wojna, albo sytuacja z innych powodów jest napięta. Za każdym razem konieczna jest specjalna decyzja Komisji i Rady UE. A warunki (w tym wielkość ekipy urzędniczej specjalnego wysłannika i wysokość budżetu) zależą od konkretnej sytuacji. I tak na przykład przedstawiciel w Unii Afrykańskiej ma do dyspozycji 715 tys. euro (na czas trwania kontraktu, czyli od września 2011 r. do końca czerwca tego roku), ale już w Kosowie 2,4 mln euro (od lipca tego roku do czerwca 2013 r.). Jeszcze droższe jest biuro w Bośni (3,7 mln euro). Sam przedstawiciel otrzymuje zarobki takie, jak urzędnik komisyjny na najwyższym – AD 16 – szczeblu, czyli co najmniej 16 tys. euro miesięcznie, do czego dochodzą jeszcze diety i zwrot kosztów podróży. Prezydencja duńska chciała nieco zmniejszyć to uposażenie, proponując, by w zależności od osoby pełniącej funkcję były to kwoty od AD 14 do AD16, ale sprzeciw największych krajów sprawił, że decyzję odłożono.

Największe kontrowersje budzi zakres kompetencji tych urzędników. Pierwotnie mieli oni zajmować się krajami, w których nie istniały ambasady UE, a Unia miała w nich żywotne interesy. Z chwilą powstania Służby Działań Zewnętrznych, którą kieruje Catherine Ashton, teoretycznie biura miały zostać zlikwidowane. Tak się jednak nie stało.

Dochodzi do sytuacji absurdalnych, takich jak w Azji Centralnej. W większości krajów regionu Unia ma swoje ambasady (delegacje). Specjalny przedstawiciel dubluje zatem zadania ludzi Ashton. Jeszcze bardziej absurdalnie jest z Kosowem, w którym działa specjalna misja unijna EU-LEX zatrudniająca 3200 osób.

Kolejnym problemem jest brak sprecyzowanych kompetencji i obowiązków specjalnych przedstawicieli. Niejasny jest również zakres obowiązków proponowanego przedstawiciela ds. praw człowieka. Ma się on zajmować przypadkami prześladowań, m.in. mniejszości seksualnych, religijnych, etnicznych.