Dziennik Gazeta Prawana logo

Bez planu na przyszłość po Brexicie. Będzie potrzebne specjalne ministerstwo?

29 czerwca 2016, 08:50
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Co dalej z Brexitem
Co dalej z Brexitem/PAP/EPA
Zwolennicy wyjścia z Unii Europejskiej nie przedstawili na razie żadnych konkretów w sprawie ułożenia relacji z Brukselą

Wygrana w referendum może się okazać łatwiejszą częścią operacji wyprowadzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Boris Johnson, jedna z głównych twarzy obozu brexitowców i kandydat na następcę Davida Camerona, przedstawił swoją wizję przyszłości kraju poza UE, jednak w powszechnej opinii brakuje w niej konkretów, sporo jest za to sprzeczności.

napisał były burmistrz Londynu w poniedziałkowym wydaniu dziennika "Daily Telegraph", którego jest regularnym publicystą.

Ten tekst był – nie licząc krótkich wypowiedzi na gorąco w piątek – jego pierwszym publicznym komentarzem po wynikach. Johnson faktycznie przyjął koncyliacyjny ton, podkreślając znaczenie demokracji, dumę z Wielkiej Brytanii i wiarę w jej możliwości, co pokazuje, że poważnie myśli o urzędzie premiera, jednak brak konkretnych planów wskazuje, że obóz zwolenników Brexitu nie do końca był przygotowany do zwycięstwa.

Johnson zapewnił, że Brytyjczycy będą nadal mogli mieszkać i pracować w państwach UE, a jednocześnie napisał o wprowadzeniu wzorowanego na Australii punktowego systemu oceny przydatności potencjalnych imigrantów. Realistycznie oceniając, szanse na to, że pozostałe państwa Unii zgodzą się, by swoboda przepływu osób z Wielką Brytanią działała w jedną stronę, są znikome. Przekonywał też, że jedyną realną zmianą wynikającą z Brexitu będzie uwolnienie się kraju z unijnego systemu stanowienia prawa, w którym to Trybunał Sprawiedliwości UE ma ostatnie słowo. Dla sporej części tych, którzy głosowali za wystąpieniem z UE, może to być trochę rozczarowujące.

Co równie ważne, Johnson ani inne osoby z jego obozu nie sprecyzowali jeszcze, jak widzą przyszłe stosunki Wielkiej Brytanii z Unią – czy mają one przypominać model obowiązujący w przypadku Norwegii (ma ona dostęp do wspólnego rynku jako członek Europejskiego Obszaru Gospodarczego, ale jest zobligowana do składki członkowskiej, przyjmowania unijnych praw na wielu polach i swobody przepływu osób), Szwajcarii (ma dostęp do wspólnego rynku na podstawie wielu różnych umów) czy Kanady (od kilku lat negocjuje z UE umowę o wolnym handlu).

Słowa o tym, że Brexit nie będzie oznaczać dużej zmiany, sugerują ten pierwszy model, ale Johnson podtrzymał także obietnicę z kampanii, że część pieniędzy płaconych do Brukseli jako składka członkowska zostanie przekazana na służbę zdrowia, a Unia w przypadku modelu norweskiego nie będzie chciała się zgodzić na jej zbyt duże obniżenie. Wreszcie nie wspomniał także nic o tym, kiedy negocjacje o wyjściu miałyby się zacząć, choć to ostatnie można jeszcze zrozumieć, bo leży to w kompetencjach premiera, którym na razie pozostaje Cameron. Nie zmienia to faktu, że przedstawiony przez Johnsona plan został przez brytyjskie media – nie tylko te, które poparły pozostanie w UE – skrytykowany jako mało konkretny, nierealistyczny i sprzeczny z sobą oraz z obietnicami złożonymi podczas kampanii.

Tymczasem wystąpienie z Unii Europejskiej i ułożenie sobie relacji handlowych z nią i z resztą świata jest potężnym przedsięwzięciem. Według nieoficjalnych źródeł rozważane jest powołanie specjalnego ministerstwa ds. Brexitu, które koordynowałoby proces wyjścia. To jednak nie rozwiązuje jeszcze sprawy. Jednym z argumentów zwolenników wyjścia z UE było to, że Wielka Brytania będzie mogła sama układać sobie relacje handlowe z całym światem, co będzie korzystniejsze i sprawniejsze niż teraz, gdy robi to cała Unia. Ale problemem będzie chociażby brak kadr.

Jednoczesne prowadzenie negocjacji z Brukselą o wyjściu oraz umów handlowych ze Stanami Zjednoczonymi, z Chinami, Indiami i innymi państwami wymaga setek ludzi. A jak zwrócił uwagę w stacji BBC Simon Fraser, były wysoki rangą urzędnik ministerstwa spraw zagranicznych, w efekcie tego, że to Bruksela zajmowała się prowadzeniem takich rozmów, wątpliwe jest, czy w MSZ zostało chociaż 20 osób, które mają realne doświadczenie w prowadzeniu negocjacji handlowych. Podobnie jest z uwalnianiem się od unijnych przepisów – zastąpienie ich czy nawet unieważnienie będzie wymagało przyjęcia setek nowych ustaw czy rozporządzeń, do czego potrzeba setek ekspertów, których dopiero trzeba będzie zatrudnić.

Zgodnie z art. 50 traktatu lizbońskiego unijne traktaty przestają mieć zastosowanie w stosunku do państwa występującego w momencie zawarcia umowy o wystąpieniu, a w przypadku braku takiej umowy – w dwa lata po notyfikowaniu zamiaru wyjścia. Jednak na to, że Londyn i Bruksela zdołają ułożyć stosunki na nowo w ciągu dwóch lat, nikt obecnie nie liczy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj