Dziennik Gazeta Prawana logo

Starcia z udziałem migrantów w Belgradzie. "Nie chcemy być w Serbii, chcemy iść na Węgry"

4 października 2016, 15:10
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Imigranci w Belgradzie
Imigranci w Belgradzie/PAP/EPA
Kilkuset migrantów i uchodźców protestowało we wtorek w centrum Belgradu, domagając się otwarcia granicy z Węgrami. Doszło do starć z migrantami przeciwnymi demonstracji. Za zacieśnieniem kontroli granic opowiada się w prezydent Serbii Tomislav Nikolić.

Tłum składający się z mężczyzn i nastoletnich chłopców skierował się spod dworca autobusowego w stronę Sawy, zatrzymując kilka razy na negocjacje z policjantami. "Jesteśmy ludźmi, nie zwierzętami" głosił jeden z transparentów - relacjonuje Reuters.

Policja interweniowała, kiedy protestujący starli się z grupą migrantów przeciwnych demonstracji. Około 150 migrantów ruszyło potem w stronę odległej o 200 km od Belgradu granicy z Węgrami. Skandowali: "Otworzyć węgierskie granice" i nieśli transparenty z napisami "nie potrzebujemy jedzenia, wody, niczego, chcemy, byście otworzyli granice".

W Serbii utknęło około 6-7 tys. migrantów, kiedy latem Węgry wprowadziły dla nich ostre limity i wzmocniły graniczne ogrodzenie z drutu żyletkowego silnymi patrolami. Wcześniej, w marcu, został zamknięty tzw. szlak bałkański, co zmusiło migrantów do szukania innych tras, by przedostać się do bogatszych północnych krajów Unii Europejskiej.

- stwierdził Sadaqat Khan, 20-letni Pakistańczyk z Kwety. -.

Wielu migrantów koczujących w prowizorycznych obozach koło dworca w Belgradzie uznało, że zeszłotygodniowe referendum na Węgrzech w sprawie obowiązkowych kwot relokacji oznacza otwarcie granic - pisze Reuters.

Duża grupa, która wcześniej w tym roku opuściła obozowiska w Belgradzie, dotarła do Nowego Sadu na północy Serbii i stamtąd migranci zostali skierowani do ośrodków po serbskiej stronie granicy.

W poniedziałek prezydent Serbii Nikolić powiedział, że kraj musi być przygotowany na dalsze zacieśnienie kontroli swoich granic, nawet jeśli miałoby to pociągnąć za sobą oburzenie Unii Europejskiej, z którą Belgrad prowadzi negocjacje członkowskie.

- powiedział Nikolić.

Władza prezydenta w Serbii jest głównie ceremonialna. Nikolić jest bliskim sprzymierzeńcem premiera Aleksandara Vuczicia i obaj byli radykalnymi nacjonalistami, którzy przeszli na bardziej umiarkowane pozycje i założyli rządzącą Serbską Partię Postępową.

Nikolić powiedział również, że jeśli UE podejmie decyzję o odesłaniu migrantów z powrotem, Serbia nie ma obowiązku ich przyjąć.

- oświadczył. Zaznaczył, że Belgrad negocjuje z Brukselą i że Serbia nie potrzebuje więcej ponad 5-6 tys. miejsc dla migrantów.

Podkreślił, iż trudno uwierzyć, że to Serbia jest pierwszym krajem, który rejestrował migrantów na szlaku bałkańskim, zupełnie "jakby spadli z nieba".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj