Dziennik Gazeta Prawana logo

Trump wykorzystuje markę "Biały Dom". Ile zarobił już na prezydenturze?

8 kwietnia 2017, 12:50
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Donald Trump
Donald Trump/Shutterstock
Donald Trump nie przejął się tym, że jako prezydent największego mocarstwa świata ma teraz inne zadania niż przed wyborami. Pozostał biznesmenem gotowym w każdych okolicznościach pomnażać majątek. Nawet wykorzystując przy tym markę „Biały Dom”.

Przez ostatnie 40 lat każdy amerykański prezydent tuż przed zaprzysiężeniem oddawał wszystkie swoje inwestycje, akcje i papiery dłużne funduszowi powierniczemu zwanemu blind trust, czyli takiemu, w którym majątkiem opiekuje się niezależny menedżer. Zarządca nie może być w żaden sposób związany z głową państwa, a na dodatek nie może się z nią kontaktować przez cały czas trwania kadencji. Donald Trump od razu po wyborze oświadczył, że nikomu obcemu swojej firmy nie odda. Dodał, że chociaż sam skupi się na rządzeniu państwem, to interesy Trump Organization będzie kontrolował przez trójkę swoich dzieci: Ivankę, Donalda juniora i Erica.

Nie łamie w ten sposób prawa. Głowa państwa nie jest zmuszona żadnym przepisem do oddania swoich dóbr powiernikowi. Dotąd odbywało się to po prostu zgodnie z przyjętym obyczajem. – – tłumaczy DGP prof. Dante Scala, politolog z Uniwersytetu New Hampshire.

Przywódca na bank

Poprzednim prezydentem, który w chwili wyboru na to stanowisko był właścicielem biznesu, był Jimmy Carter. Miał skromną farmę, na której hodował orzeszki ziemne. Ale oddał ją do blind trustu, bo – jako bezpośredni zwierzchnik ministra rolnictwa – miał możliwość wpływu na regulacje czy subsydia dla uprawiających rośliny i chciał uniknąć jakichkolwiek podejrzeń o ewentualne nadużycia.

Trump Organization to firma co najmniej tysiąc razy większa. Przyjrzyjmy się temu, co ma i gdzie inwestuje obecny prezydent Stanów Zjednoczonych, żeby dojrzeć całą skalę ewentualnego konfliktu interesów.

Konsorcjum potentata robi interesy z rządami innych państw oraz z zagranicznymi bankami inwestycyjnymi, często zależnymi od władz. Część jego projektów została ufundowana za pożyczone od Deutsche Banku i Bank of China pieniądze. A prezydent nieraz zapowiadał, że chce ukarać Chiny za to, że prowadzą „nieuczciwą grę w handlu międzynarodowym”. Gdyby chciał na przykład obciążyć towary importowane z Państwa Środka jakimiś zaporowymi cłami, Pekin mógłby w odpowiedzi wycofać się z kredytowania budowanych przez Trumpa wieżowców w różnych zakątkach globu. To nie wszystko. Bank of China ma kłopoty. Sprzedał za dużo ryzykownych instrumentów finansowych. Eksperci mówią, że jeżeli powtórzy się kryzys, jaki wybuchł w 2008 r. po upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers, to zacznie się on właśnie od chińskiego molocha. Deutsche Bank nie jest w tak złej sytuacji, ale ma problem ze śmieciowymi greckimi papierami dłużnymi, które dawno temu nabył. Jeżeli jeden z nich znalazłby się w naprawdę podbramkowej sytuacji, amerykański rząd musiałby rozważyć bezpośrednią pomoc dla niego, żeby nie zawaliły się finanse całego świata. Decyzja zarówno na „tak”, jak i na „nie” dotyczyłaby też ewentualnego powodzenia interesów prezydenta...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj