Znany z homofobicznych wypowiedzi dyktator najpierw zatańczył z Serdczuką, po czym wręczył jej kwiaty i serdecznie ucałował. "Brawo!" - krzyczał, gdy artysta wracał z trybuny honorowej na scenę. Wydarzenie uwiecznił jeden z prezydenckich fotografów, niestety zdjęcia zniknęły. Nie są dostępne w białoruskich czy rosyjskich agencjach fotograficznych, a na oficjalnej stronie internetowej festiwalu słowem nie wspomina się też o spontanicznym zachowaniu prezydenta.
Również pierwszy kanał telewizji publicznej, który transmitował imprezę, wyciął wygibasy Wierki i Aleksandra. "Łukaszenka z pewnością był święcie przekonany, że ma do czynienia z kobietą. Jako przeciwnik wszystkich <dewiacji>, których według niego źródłem jest NATO i Unia Europejska, nigdy nie pozwoliłby sobie na takie publiczne zachowania. Proszę zwrócić uwagę na koniec tego filmiku, gdy dociera do niego, że właśnie publicznie całował się z mężczyzną. Jego mina jest na wagę złota!" - śmieje się Vital Łocmanau ze Związku z na rzecz Demokracji w Białorusi.
Wydarzenie z pewnością przeszłoby niezauważone, gdyby któryś z niepokornych wobec reżimu pracowników telewizji nie umieścił zakazanych kadrów w popularnym serwisie internetowym YouTube.com. Z dnia na dzień filmik stał się prawdziwym przebojem sieci. Jak podają administratorzy serwisu, kwadratowe ruchy Łukaszenki wdarły się do pierwszej dziesiątki najchętniej odtwarzanych filmów.
Zobacz, jak Łukaszenka tańczy z Serduczką >>>
Tylko w ciągu ostatniego weekendu wideo obejrzało ponad 30 tys. osób. W komentarzach pełno jest wpisów od młodych Białorusinów, dla których występ dyktatora u boku transwestyty jest świetną okazją do politycznych deklaracji.
"Może Łukaszenka wariuje i wkrótce wyzwoli nasz kraj z uroków swojej władzy" - fantazjuje "Kiczarian". "Łukaszenka całuje się z mężczyzną! To z pewnością sprawka Polaków i tego wstrętnego George'a Sorosa. Tak skompromitować naszego miłującego swojską zabawę prezydenta" - żartuje "Lietuvai". "A może Łukaszenka wcale nie jest kimś tak kwadratowym jak go się przedstawia na Zachodzie. Może to zwykły facet, który ma dystans do siebie" - pisze jak najbardziej serio jakiś internauta z Francji. "No nie, nasz Batka zawsze miał słabość do kobiet, ale na stare lata ogląda się chyba za wszystkim, co ma na sobie spódnicę" - dodaje "jozhikiidut".
Mimo dużej liczby wpisów na stronie Łocmanau podkreśla, że o wybryku władcy wie niewielu Białorusinów. "Cenzura jest w naszym kraju niezwykle mocna. Tylko niektórzy mający dostęp do internetu mogą dowiedzieć się o kulisach i wpadkach administracji Łukaszenki. Taką sytuację nazywamy tu kuchenną demokracją" - tłumaczy.
Dyktator właściwie w ogóle nie pokazuje się na żywo w telewizji. Do niedawna Białorusini mieli okazję oglądać prezydenta podczas narad z członkami jego gabinetu. Batka popisując się przed rodakami, potrafił publicznie upokorzyć ministra za niewykonanie planu budowy mostu czy zaniedbania w zaopatrzeniu. Niestety program transmitowany jest teraz z 15-minutowym poślizgiem. Stało się tak, gdy Łukaszenka w przypływie emocji stwierdził, że budżet państwa funkcjonuje tylko i wyłącznie dzięki handlowi bronią, a reszta wpływów i tak nie ma znaczenia dla płynności finansowej państwa.