Zgodnie z decyzją Departamentu Stanu rangę dyplomatyczną unijnego przedstawicielstwa obniżono z państwa członkowskiego do organizacji międzynarodowej.

- Nie wiemy dokładnie, kiedy nastąpiła ta zmiana, bo tak się złożyło, że (Amerykanie) zapomnieli nas o niej poinformować - potwierdził w rozmowie z DW unijny urzędnik. Jak dodał, "nie zostało to dobrze przyjęte w Brukseli", a cała sprawa i reakcja UE są jeszcze omawiane.

Unijni dyplomaci domyślają się, że zmiana mogła nastąpić pod koniec października lub na początku grudnia. Najpierw zauważono, że pod koniec roku unijny ambasador David O'Sullivan na niektóre oficjalne wydarzenia zapraszany był nietypowo późno; ostateczne potwierdzenie nadeszło od amerykańskich urzędników odpowiedzialnych za organizację państwowego pogrzebu byłego prezydenta USA George'a H.W. Busha. Pogrzeb odbył się 5 grudnia.

Dyplomatyczny zwyczaj przewiduje, że ambasadorowie zapraszani są w kolejności od najdłużej do najkrócej pełniących swój urząd. Według tej zasady O'Sullivan powinien był znaleźć się w grupie pierwszych 20 lub 30 dyplomatów zaproszonych na pogrzeb, tymczasem "został zaproszony jako ostatni" z ponad 150 szefów zagranicznych przedstawicielstw dyplomatycznych w Waszyngtonie - podkreśla źródło DW.

Po odkryciu zmiany unijni dyplomaci poprosili Departament Stanu o wyjaśnienie. - Usłyszeliśmy, że zapomnieli nas poinformować, a taką decyzję podjęto, bo najwyraźniej ich szef protokołu uważa, że jest słuszna - powiedział cytowany przez DW dyplomata jednego z krajów UE. Pod koniec grudnia Departament Stanu potwierdził swoją decyzję.

- To wyraźnie nie jest kwestia protokolarna, ale coś z oczywistym motywem politycznym - ocenił dyplomata.

Jak podkreślił, weryfikowanie rang protokolarnych przez nową administrację nie jest niczym niezwykłym, zaskoczenie budzi jednak fakt, że rangę przedstawicielstwa UE obniżono aż dwa lata po objęciu władzy przez obecną administrację, a także że strona unijna nie została o niej uprzedzona, i to na piśmie.

Deutsche Welle zauważa, że decyzja o obniżeniu rangi dyplomatycznej przedstawicielstwa UE wpisuje się w uważaną za antyunijną postawę administracji Trumpa. Jako kandydat na prezydenta USA dał się on poznać jako gorący zwolennik Brexitu, a już po objęciu urzędu wielokrotnie atakował UE w sprawach takich jak handel czy obronność - przypomina portal.

Wskazuje też, że w wygłoszonym na początku grudnia w Brukseli ważnym przemówieniu o polityce zagranicznej szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo apelował do państw unijnych, by wzmocniły swoją narodową suwerenność wobec UE.