- Teraz jest czas, by każde z pozostałych państw opowiedziało się po której ze stron. Dość zwłoki, dość gier. Albo jesteście z siłami wolności, albo jesteście w lidze z (Nicolasem) Maduro i jego chaosem - mówił Pompeo.

Sobotnie posiedzenie Rady Bezpieczeństwa zwołane zostało z inicjatywy Stanów Zjednoczonych, które w środę - jako pierwsze - uznały deklarację Guaido o przejęciu obowiązków prezydenta kraju. Przeprowadzenie posiedzenia próbowała zablokować Rosja - która wciąż uznaje władzę Nicolasa Maduro - ale jej wniosek o to, by Rada Bezpieczeństwa "nie zajmowała się wewnętrznymi sprawami Wenezueli" uzyskał poparcie tylko czterech spośród 15 członków RB.

- Stany Zjednoczone pomagają przywrócić jaśniejszą przyszłość Wenezueli. Jesteśmy tutaj, aby wezwać wszystkie kraje, by poparły demokratyczne aspiracje Wenezuelczyków, którzy starają się uwolnić od mafijnego państwa byłego prezydenta Maduro. Sytuacja humanitarna wymaga akcji teraz. Wymaga akcji dzisiaj – mówił Pompeo.

Amerykański sekretarz stanu mówił o losach zwykłych Wenezuelczyków, którzy w efekcie rządów Maduro przeszły drogę z dobrobytu do szukania żywności na śmietnikach. Przywoływał losy kobiet uciekających do innych krajów, gdzie aby przeżyć, zajmują się prostytucją. Wyliczał, że 9 na 10 osób w Wenezueli żyje w biedzie, miliony nie mają dostępu do wody pitnej i jedzenia, trzy miliony zostały zmuszone do ucieczki z domów, trzy na cztery szpitale są porzucone. Mówił także o więzieniu bądź nawet zabijaniu dysydentów i uczestników pokojowych protestów.

Zdaniem szefa amerykańskiej dyplomacji, sytuacja w Wenezueli stanowi zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. - Teraz przyszedł czas, by pomóc Wenezuelczykom, uznać nowy demokratyczny rząd prowadzony przez tymczasowego prezydenta Guaido i zakończyć ten koszmar – przekonywał.

Zaapelował, by wszystkie państwa bezzwłocznie uznały Guaido za prawowitego przywódcę Wenezueli, podkreślając, że za Maduro stoją te państwa, które są pozbawione demokratycznych rządów, jak Rosja, Chiny, Syria czy Iran. Oskarżył je, że wspierają reżim, gdyż chcą odzyskać miliardów dolarów utopione w złych inwestycjach i rzekomej pomocy, która nie służyła Wenezuelczykom, lecz trafiała do kieszeni reżimu i jego zwolenników. Jego zdaniem żaden rząd nie przyczynił się do tragedii Wenezuelczyków bardziej niż Kuba.

Szefa amerykańskiej dyplomacji krytykowali przedstawiciele m.in. Rosji, Chin, Wenezueli, Nikaragui i Kuby. Zarzucali oni USA mieszanie się w wewnętrzne sprawy innych krajów. Twierdzili, że Wenezuela nie stanowi żadnego zewnętrznego zagrożenia dla pokoju i bezpieczeństwa.

Ambasador Rosji przy ONZ Wasilij Niebienzia argumentował m.in., że zagrożeniem jest agresywne działanie Ameryki i jej sojuszników. Jak dodał Rosja, w odróżnieniu od jej krytyków, zawsze szanuje suwerenność innych krajów.

Guaido, przewodniczący kontrolowanego przez opozycję parlamentu Wenezueli, ogłosił się w środę tymczasowym prezydentem kraju, deklarując tym samym, że rządy Nicolasa Maduro są nielegalne. Tymczasowe objęcie urzędu przez Guaido uznały od razu Stany Zjednoczone, Kanada oraz kilkanaście innych państw, w większości z Ameryki Łacińskiej. Na początku stycznia Maduro został zaprzysiężony na drugą kadencję, ale zdecydowana większość państw nie uznała jego zwycięstwa w wyborach prezydenckich z maja 2018 r., gdyż zostały one przeprowadzone z naruszeniem wszelkich standardów demokratycznych