Dziennik Gazeta Prawana logo

Romans zgubił niemieckiego komisarza

5 listopada 2007, 23:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wiceszef Komisji Europejskiej Günter Verheugen w tarapatach. Wyszło na jaw, że miał on romans ze swoją asystentką Petrą Erler. Co więcej, Verheugen osobiście awansował kochankę na szefa swojego gabinetu. I właśnie zarzut o nepotyzm może zakończyć karierę polityka, który wprowadzał Polskę do Unii - pisze DZIENNIK.

Opowieść Katrin Fuchs w wywiadzie dla kolorowego tygodnika "Bunte" zadaje kłam zaprzeczeniom Verheugena. Przyjaciółka dawnego komisarza ds. rozszerzenia i jego wieloletniej żony Gabriele przyznaje jasno: polityk i jego podwładna sypiali ze sobą na długo przed nagłym przyspieszeniem kariery panny Erler.

Ujawnia okoliczności, w których rozpadło się małżeństwo państwa Verheugen. W 2005 roku żona komisarza przyjechała do jego służbowego mieszkania w Brukseli. Nie zastała go wieczorem. Verheugen nie odpowiadał też na telefony. Natomiast rano był szczery. "Spędziłem noc u kochanki" - miał wyznać. Gabriele próbowała ratować związek. Nie udało się.

Erler zadzwoniła do niego w połowie kolacji wigilijnej w grudniu 2005 roku. Komisarz zamknął się w swoim pokoju. A gdy po pół godziny z niego wyszedł, powiedział otwarcie: "Dzwoniła kobieta mojego życia".

Do tej pory Niemiec stanowczo zaprzeczał, że w momencie, gdy mianował Erler szefową swojego gabinetu, byli kochankami. W obronie jednego z bohaterów Unii stawał też brukselski establishment. Choć nepotyzm jest jasno zakazany w kodeksie etycznym unijnych instytucji, przewodniczący KE Jose Manuel Barroso nie zlecił wszczęcia śledztwa w sprawie zachowania swojego podwładnego - przypomina DZIENNIK. "Komisarz zapewnił mnie, że wszystko to są plotki, które nie mają żadnego potwierdzenia w faktach" - mówił jeszcze kilka miesięcy temu.

Teraz jego zachowanie może sprowadzić na Komisję gromy. Skandalu prawdopodobnie nie uda się już zatuszować. Część obserwatorów przypomina, że podobny skandal miał już miejsce 10 lat temu, gdy ujawniono, że Edith Cresson, była premier Francji, już jako komisarz ds. nauki promowała kochanka. Paryż nie zgodził się na jej zdymisjonowanie, bo byłoby to ujmą na honorze Francji. Do dymisji zmuszono wówczas całą komisję Jacquesa Santera. Czy teraz będzie podobnie? - pyta DZIENNIK.

"Sprawa zaszła jednak za daleko, aby można ją zamieść pod dywan" - mówią rozmówcy DZIENNIKA w kuluarach Komisji. Tym bardziej, że w zeszłym tygodniu Gabriele Verheugen wystąpiła o rozwód i zapowiedziała, że w sądzie ujawni szczegóły o romansie, który zachwiał Unią.

Verheugen ma na obronę jedynie swoje nazwisko. Zwłaszcza w krajach "nowej Unii" zapamiętano go jako bohatera, który bronił ich interesów na ostatniej prostej długich, wieloletnich negocjacji. Wdzięczność nie przekuje się jednak na żadną realną pomoc. "Doceniamy historyczne zasługi komisarza dla integracji naszego kraju z Unią. Ale nie jest rolą Polski ocenianie tej konkretnej sytuacji" - powiedział DZIENNIKOWI rzecznik MSZ Robert Szaniawski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj