Warunkiem pozostania na Wyspach po brexicie jest uzyskanie statusu osoby osiedlonej, co można zrobić online, poświadczając swój pobyt w kraju. Dotyczy to obywateli wszystkich krajów UE, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii.
Aplikacje Polaków trafiają do systemu najczęściej. Zgodnie z danymi brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) do końca lipca zarejestrowano ich 179,8 tys., najwięcej spośród wszystkich 27 nacji, które obowiązuje rejestracja. Biorąc jednak pod uwagę stosunek liczby zarejestrowanych do całej populacji, okazuje się, że polskiej mniejszości, która liczy w Wielkiej Brytanii 905 tys. osób, rejestrowanie idzie najsłabiej. Swój wniosek złożył blisko co czwarty rodak na Wyspach (19,8 proc.). Najsprawniej robią to Bułgarzy, spośród których wnioski złożyło już 53,5 proc. osób. Drudzy w zestawieniu są Portugalczycy (43,2 proc.), trzeci Węgrzy (40,1 proc.), czwarci Włosi (40,1 proc.). Spośród mniejszości pochodzących z naszego regionu dobrze idzie też Rumunom (34 proc.) i Łotyszom (32,4 proc.). Z kolei niewiele szybciej od Polaków rejestrują się Litwini (20,9 proc.) i Francuzi (22,3 proc.).
Do uzyskania statusu osoby osiedlonej jako dowód pobytu mają wystarczyć rachunki za energię elektryczną czy poświadczenie najmu mieszkania. Analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Przemysław Biskup zwraca jednak uwagę, że niektórzy mogą mieć problem z zebraniem dokumentów. – Jeśli kilka osób zrzucało się na wynajem domu lub mieszkania, to na ogół tylko osoba podpisująca umowę będzie odnotowana przez lokalne władze jako najemca. Często pracowano też w szarej strefie, więc może nie być dowodu na płacenie podatków – podkreśla ekspert. Wymagane przez Home Office dokumenty muszą jasno wskazywać, że osoba przebywa w Wielkiej Brytanii co najmniej pięć lat. Dla osób przebywających krócej lub nieregularnie przewidziano status tymczasowy.
Reklama
Co więcej, Wielka Brytania jest jednym z państw, w których obowiązek rejestrowania obywateli nie istnieje w takiej formie jak w Polsce. Brytyjczycy nie mają dowodów osobistych czy meldunku. – Z tego powodu wielu Polaków, którzy przyjechali do Wielkiej Brytanii, korzystając ze swobody przepływu osób, nie zarejestrowało swojego pobytu. O to trzeba się trochę postarać, dokumenty poświadczające pobyt nie generują się same. Na przykład w Polsce obowiązuje meldunek, a tam takiego obowiązku nie ma – dodaje Przemysław Biskup.
Wielka Brytania ma opuścić Wspólnotę 31 października. Obywatele 27 krajów członkowskich będą mieli czas na rejestrację nieco dłużej, bo do końca 2020 r. Trzeba się jednak liczyć z tym, że nie wszyscy złożą wnioski, a niektórzy nie otrzymają pozytywnej odpowiedzi.
Co potem? Brytyjczycy szykują się do wprowadzenia bardzo restrykcyjnej polityki migracyjnej. Najprawdopodobniej możliwość mieszkania i pracy na Wyspach będą miały osoby pożądane na tamtym rynku pracy, np. z wysokimi kwalifikacjami. – Z wypowiedzi polityków wynika, że względna wyrozumiałość w stosunku do osób, które już są w Wielkiej Brytanii, może się szybko zmienić, zwłaszcza bez umowy pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską. To może oznaczać, że duża grupa obywateli UE pozostanie bez formalnego statusu. W pewnym momencie to może stać się bardzo kłopotliwe – ostrzega ekspert. Przypomina skandal Windrush, kiedy się okazało, że osoby przebywające w Wielkiej Brytanii od kilkudziesięciu lat nie mogą zostać w kraju. Chodziło o migrantów z dawnych brytyjskich kolonii na Karaibach, którzy przybyli po drugiej wojnie światowej do kraju, by pomóc w jego odbudowie. Na mocy ustawy z 1971 r. migrantom pozwolono pozostać, ale po latach Home Office nakazał w większości starszym już osobom udokumentować swój pobyt. Wiele osób miało z tym duży problem, dlatego otrzymało decyzje deportacyjne. Brytyjski rząd deklarował potem, że zaszła pomyłka, ale dziennik "The Guardian" utrzymywał, że urzędnicy w ten sposób chcieli podnieść statystyki deportacyjne.
Rząd w Londynie zapewnia, że obywatele UE na Wyspach zachowają swoje prawa niezależnie od tego, jak potoczą się negocjacje w sprawie brexitu. Nie jest to jednak przesądzone. Do tej pory Bruksela i Londyn nie podpisały umowy określającej warunki rozwodu Wielkiej Brytanii z UE, która reguluje również kwestię praw obywateli. Jeśli 31 października nastąpi brexit bez umowy, migranci formalnie pozostaną bez prawnych gwarancji. Dlatego Polska i Wielka Brytania zawarły porozumienie dwustronne w tej sprawie, które ma gwarantować zbliżone do obecnych warunki pobytu obywateli polskich w Wielkiej Brytanii i brytyjskich w Polsce. – Jeśli umowa nie zostanie ratyfikowana przez UE i Londyn przed brexitem, to bardzo wiele spraw może się skomplikować, w tym kwestia obywateli. Londynowi w sprawie statusu obywateli zależy na porozumieniu z Madrytem i Lizboną, bo w Hiszpanii i Portugalii mieszka wielu obywateli brytyjskich. W przypadku Polski występuje oczywista asymetria na niekorzyść naszego kraju – zauważa Przemysław Biskup.