Zełenski, komik i producent telewizyjny bez żadnego doświadczenia politycznego, sprawuje najwyższy urząd w państwie od 20 maja. W drugiej turze wyborów prezydenckich 21 kwietnia pokonał ubiegającego się o reelekcję Petra Poroszenkę, zdobywając ponad 73 proc. poparcia. 100 dni prezydentury Zełenskiego mija w środę.

- Z jednej strony Zełenskiemu udało się to, co nie udawało się dotychczas żadnemu prezydentowi: w 100 dni swojej pracy na stanowisku prezydenta zdobył on faktycznie monopol na władzę. W Radzie Najwyższej (parlamencie) nigdy nie było jeszcze jednopartyjnej większości i żadna siła polityczna nie formowała jednopartyjnego rządu - oceniła Bekeszkina.

Tuż po zaprzysiężeniu Zełenski rozwiązał parlament i ogłosił przedterminowe wybory. Odbyły się one w lipcu przynosząc zdecydowane zwycięstwo partii prezydenta Sługa Narodu. Uzyskała ona 254 mandaty, co daje jej w 424-osobowym parlamencie samodzielną większość.

- Zełenski będzie więc decydował o obsadzaniu kluczowych stanowisk, tyle że powstaje pytanie: w jakim celu? Jaka jest koncepcja jego rządów, jaką ma strategię rozwoju państwa? Wciąż tego nie wiemy - mówi socjolożka.

W jej ocenie wcześniej można było sądzić, iż milczenie prezydenta i jego ekipy na temat strategii oraz planu reform to wynik taktyki wyborczej w celu przyciągnięcia elektoratu.

- Ich wyborcy są bardzo różni, mają często sprzeczne poglądy czy to na temat rozwiązania konfliktu z Rosją w Donbasie, czy to członkostwa Ukrainy w NATO, czy języka. Teraz, gdy Zełenski od ponad trzech miesięcy jest prezydentem, a Sługa Narodu ma absolutną większość w Radzie Najwyższej, nadal nie wiemy, co ci ludzie zamierzają robić. Nie mamy żadnej jasności - podkreśliła Bekeszkina.

Zdaniem rozmówczyni PAP Zełenski na stanowisku szefa państwa zachowuje się tak, jak gdyby wciąż znajdował się na planie serialu satyrycznego "Sługa Narodu". Obecny prezydent zagrał w nim prostego nauczyciela, odnoszącego nieoczekiwany sukces w wyborach prezydenckich. Film ten przyniósł mu ogromną popularność.

- Podróżuje po kraju, pokazuje, że nie są mu obojętne problemy zwykłych ludzi, sztorcuje przed kamerami przedstawicieli władz lokalnych, lecz co to zmienia? Zmieniać należy poważne sprawy. Społeczeństwo zastanawia się tymczasem, co będzie z Donbasem? Na początku Zełenskiemu i ekipie wydawało się, że zmieni się władza, że odejdzie Poroszenko i uda im się porozumieć z Putinem. Okazuje się, że nie - zaznaczyła.

Zełenski nie ma też pomysłu na politykę wobec oligarchów i zdominowaną przez nich gospodarkę - twierdzi Bekeszkina. - Tego także nikt nie wie. Na razie jest za dużo wątpliwości, by oceniać jego pracę - mówi.

Nowy prezydent Ukrainy jest za to aktywny na arenie międzynarodowej, utrzymując intensywne kontakty z przywódcami zachodnimi. Swą pierwszą wizytę zagraniczną złożył w Brukseli, w siedzibach NATO i UE, a potem odwiedził Paryż, Berlin, Toronto i Ankarę; 31 sierpnia oczekiwany jest w Warszawie. Komentatorzy na Ukrainie wskazują, iż Zełenski kontynuuje pod tym względem politykę zbliżenia z Zachodem, która nie różni się od polityki jego poprzednika Poroszenki

- Zwrócę jednak uwagę, że każdy ukraiński prezydent po dojściu do władzy intensywnie komunikował się z partnerami zagranicznymi i starał się znaleźć sobie sojuszników. Aktywność rzeczywiście jest, ale wyników na razie nie widzimy - powiedziała Bekeszkina.

Ekspertka wskazała jednocześnie, że po zwycięstwie wyborczym Zełenskiego oraz sukcesie jego partii w wyborach parlamentarnych na Ukrainie po raz pierwszy od wielu lat odnotowano poprawę nastrojów społecznych.

- Żaden ukraiński prezydent nie miał tak wysokiego zaufania społecznego, a wynosi ono aż 70 procent. (Były prezydent Wiktor) Juszczenko po wyborach prezydenckich cieszył się zaufaniem 50 procent, podobnie było z Poroszenką. Żaden prezydent nie miał tak pozytywnych ocen i to we wszystkich regionach Ukrainy - zaznaczyła.

Oceniła przy tym, iż owo zaufanie jest zasługą "nieokreślonej polityki", prowadzonej przez Zełenskiego. - On jeszcze nikogo nie rozczarował i ludzie inwestują w niego swoje oczekiwania i marzenia. Ludziom podoba się Zełenski w roli (prezydenta Białorusi Alaksandra) Łukaszenki, takiego przywódcy ludowego, który jest taki sam, jak my i robi to, co robilibyśmy na jego miejscu my - wskazała.

Bekeszkina jest zdania, że taka euforia utrzyma się jeszcze przez jakiś czas po zaprzysiężeniu nowego parlamentu, które ma odbyć się w czwartek.

- Pierwszymi decyzjami Rady Najwyższej będą zapewne ustawy o likwidacji immunitetu poselskiego oraz impeachmencie prezydenta, a także ustawa o obowiązku osobistego udziału w głosowaniach parlamentarnych, czyli to, na co społeczeństwo czekało od dawna. Rozczarowanie nadejdzie, gdy zapadać będą decyzje w sprawie cen gazu, prądu i usług komunalnych - a ludzie oczekują na ich obniżkę - oraz gdy trzeba będzie rozwiązywać inne, bardzo skomplikowane problemy naszego kraju - oświadczyła.

Jedną z głównych pretensji wobec Zełenskiego - kontynuuje Bekeszkina - jest to, iż ani on, ani jego ekipa nie utrzymują kontaktów ze społeczeństwem obywatelskim i środowiskami eksperckimi.

- Wydaje mi się także, że niebezpieczna jest jego koncepcja demokracji bezpośredniej, w której niepotrzebne są media, zbędne są organizacje społeczne i w ogóle wszelkiej maści pośrednicy między władzą i społeczeństwem. Oni stawiają wyłącznie na bezpośredni kontakt z ludźmi, a problemy chcą rozwiązywać za pomocą referendów. Jest to niebezpieczne - zaznaczyła.

Ekspertka zastrzegła, że dla niej kryterium oceny Zełenskiego i jego ekipy będzie rząd, który zostanie powołany.

- Chcę zobaczyć, kto do niego wejdzie, na ile poważni będą to ludzie i czy będą zdecydowani do przeprowadzania reform. Jeśli otrzymamy proreformatorski rząd, który będzie miał poparcie w Radzie Najwyższej, to może wprowadzać on konieczne zmiany. Chcę przekonać się również, na ile ten rząd będzie samodzielny - podsumowała Iryna Bekeszkina w rozmowie z PAP.