Domniemany morderca Czeczena zaraz po aresztowaniu spotkał się z dwoma rosyjskimi dyplomatami na długiej rozmowie "po rosyjsku i bez nadzoru ze strony niemieckiej policji" - donosi "Die Zeit" cytowane przez "Deutsche Welle".

"Zgodnie z umową o przedstawicielstwach dyplomatycznych taka opieka nad zatrzymanym jest dozwolona, jednak tak szybka i intensywna reakcja jest wydarzeniem niecodziennym" - pisze "Die Zeit".

Do zamachu doszło 23 sierpnia w parku w Berlinie. 40-letni Czeczen z gruzińskim paszportem zginął od trzech strzałów w głowę. Strzelał rowerzysta. Czeczen na początku minionej dekady walczył przeciwko Rosji - przypomina "Deutsche Welle".

Dzięki relacjom świadków potencjalny zamachowiec został ujęty nieopodal miejsca zbrodni. W jego mieszkaniu znaleziono dużą sumę pieniędzy w gotówce. Jednocześnie policyjni nurkowie wyłowili z rzeki perukę, rower i pistolet marki Glock, z którego padły strzały.

Śledztwo wykazało, że broń sprzedano w 1986 roku z Austrii do Estonii, wchodzącej wówczas w skład ZSRR. W pistolecie wymieniono lufę celem zatarcia śladów. Glocka przekazano zamachowcowi podczas podróży z Warszawy do Berlina - ustalili niemieccy śledczy.

Podejrzany o morderstwo Rosjanin posługiwał się fałszywym nazwiskiem Wadim Sokołow. Przed domniemanym zabójstwem podróżował z Moskwy do Paryża, a stamtąd do Warszawy, gdzie na kilka dni wynajął pokój w jednym z hoteli w centrum. Polskie służby są w posiadaniu prywatnych przedmiotów należących do podejrzanego - zaznacza "Deutsche Welle".

Zamachowiec jest członkiem jednostki specjalnej rosyjskiego MSW, skazanym za morderstwo i wypuszczonym z celi na krótko przed zamachem - donosiły wcześniej m.in. "Der Spiegel" i "Wall Street Journal".

Tymczasem ofiara, czyli Zelimkhan Khangoszwili, przeżył już kilka zamachów, m.in. w Tbilisi w 2015 roku. Czeczen przez jakiś czas przebywał na Ukrainie, a następnie udał się do Niemiec, gdzie wystąpił o azyl.