W stolicy Węgier druga niespokojna noc. Węgierska policja do późnej nocy pacyfikowała niewielkie grupy demonstrantów, które usiłowały zablokować Plac Kossutha przed gmachem Zgromadzenia Narodowego. Starcia z policją nie były jednak tak intensywne jak w poniedziałek, kiedy protestowano przeciwko lewicowemu rządowi..
Późnym wieczorem kilkutysięczny tłum manifestantów usiłował przedostać się na plac Kossutha pod gmach parlamentu. 300-osobowa grupa młodych ludzi zamierzała sforsować otaczające go bariery. Tym razem nie było żądań politycznych. Demonstranci domagali się zwolnienia jednego z liderów skrajniej prawicy, Laszlo Toroczkaya, zatrzymanego podczas poniedziałkowych zamieszek.
Protestujący znów zaatakowali policję koktajlami Mołotowa, butelkami i kamieniami. Dostało się również dziennikarzom. Demonstrujący usiłowali podpalać kontenery, ale ich akcja nie
powiodła się z powodu padającego deszczu. Manifestantów rozproszono armatkami wodnymi i gazem łzawiącym, wypierając nieliczne grupy na przyległe uliczki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane