Dziennik Gazeta Prawana logo

Bitwa na ulicach Budapesztu

12 października 2007, 16:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Gaz łzawiący spowił grupę około trzech tysięcy nacjonalistów, którzy rzucali kamieniami w kierunku policji. Zamieszki zaczęły się po wiecu przed parlamentem w Budapeszcie, na którym około 200 tysięcy osób krzyczało pod adresem węgierskiego premiera: "Zdrajca", "Odejdź, Gyurcsany" i "Komunistyczna świnia". Teraz, jak zapewnia policja, na ulicach jest spokojnie.

Na alei Gyuli Andrassyego w centrum stolicy trzytysięcznej grupie nacjonalistów drogę zastąpił kordon policji. W jego kierunku poleciały kamienie i butelki. Z przeciwnej strony - gaz łzawiący.

Wcześniej tłum z flagami skrajnych prawicowców zaatakował dziennikarzy. Zebrał się tuż przy budynku Narodowego Biura Śledczego. Tu w areszcie przetrzymywani są dwaj uczestnicy zeszłorocznych zamieszek. Demonstranci domagali się ich zwolnienia.

Tłum, używając materiałów z pobliskiej budowy, wzniósł prowizoryczne barykady. Wokół rozchodziły się obłoki niebieskiego dymu. Płonące barykady powstawały też na innych ulicach, w miarę jak demonstrantów atakowała policja.

"Teraz jest już porządek, a ulice posprzątano. Policjanci panują nad sytuacją, bo większe grupy demonstrantów zostały rozproszone" - twierdzą węgierskie służby porządkowe.

Węgierska policja podała, że w całym kraju do popołudnia odbyło się około 400 imprez upamiętniających rocznicę rewolucji. Większość z nich minęła jednak spokojnie.

Dziś przypada 159. rocznica Wiosny Ludów - na Węgrzech święto narodowe. Wielu wyszło na ulicę, by zademonstrować sprzeciw wobec rządu. Wszystko zaczęło się przed południem, gdy przed parlamentem zebrało się około 300 prawicowców, którzy obrzucili obelgami socjalistycznego premiera Ferenca Gyurcsanya. Z godziny na godzinę tłum pod parlamentem gęstniał, a jak podały węgierskie agencje, pod wieczór na ulice miasta wyszło w sumie ponad 200 tysięcy ludzi.

Demonstracje oznaczają powrót ulicznej antyrządowej kampanii, która ruszyła w ubiegłym roku jesienią po ujawnieniu kompromitującej premiera wypowiedzi. Polityk przyznał, że jego partia oszukiwała społeczeństwo, by utrzymać się przy władzy. Węgrzy byli oburzeni. W gwałtownych, trwających wiele tygodni protestach, rannych zostało wtedy 800 osób.

Władze i policja już od kilku dni przygotowywały się do dzisiejszych demonstracji. Węgrzy są tak wściekli na swego premiera, że na ulicach Budapesztu mogły znów rozpętać się zamieszki.

Budapeszt na kilka godzin przed brutalnymi walkami demonstrantów z policją przypominał bardziej piknik niż linię frontu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj