"Nie przywożą nam pacjentów, którzy spadli z więcej niż dziesiątego piętra. Oni zawsze jadą do kostnicy" - mówi gazecie "International Herald Tribune" ordynator oddziału intensywnej opieki w szpitalu, gdzie leży cudem ocalony mężczyzna.

Lekarze zużyli 13 litrów krwi i 9 litrów osocza, by utrzymać Alcidesa Moreno przy życiu. Miał nogi połamane w dziesięciu miejscach, poważny uraz mózgu i brzucha, uszkodzony kręgosłup, strzaskane żebra i złamane prawe ramię.

Dziewięć operacji, jakie przeszedł w ciągu miesiąca, można nazwać składaniem człowieka. "Co ja zrobiłem?" - zapytał zatroskaną żonę kilkadziesiąt dni po upadku, w święta Bożego Narodzenia. Lekarze byli w szoku, że pacjent odzyskał pamięć i mowę.

37-letni Alcides, ojciec trójki dzieci, powoli wraca do zdrowia. "Jeszcze kilka operacji, rok rehabilitacji i może będzie chodził" - przewidują lekarze.

Jak wyjaśnić cudowne ocalenie mężczyzny? Gdy pod budynek Solow Tower przyjechali strażacy, brat Alcidesa leżał martwy, przygnieciony platformą, podczas gdy Alcides siedział półprzytomny na chodniku.

Zdaniem członka rodziny, który również myje okna na Manhattanie, mężczyzna "wiedział, co robić z platformą". "Podczas szkolenia mówili nam, że jak zacznie spadać, trzeba się na niej płasko położyć i czekać, aż sięgnie chodnika" - tłumaczy dziennikarzom.