Dziennik Gazeta Prawana logo
Belgrad, lato 2006. W zatłoczonej kafejce przy politechnice umawiamy się z serbskim dziennikarzem Dejanem Anastasijeviciem. Dziennikarze DZIENNIKA chcą ustalić, dlaczego od ponad dekady zarówno Radovan Karadżić, jak i jego prawa ręka genarał Ratko Mladić nie mogą trafić przed oblicze trybunału haskiego.

Dejan od początku bałkańskich wojen śledzi losy Radovana i Ratka. Kilka dni wcześniej pod jego domem - około godz. 5 nad ranem - nieznani sprawcy zdetonowali wojskowe granaty przeciwpiechotne. On sam i jego żona cudem uszli z życiem. Wszystko przez to, że zbyt skutecznie węszył w sprawach na styku polityka-przestępcy-służby specjalne. Właśnie to miała być odpowiedź na nasze pytanie.

"Jeśli chcecie dowiedzieć się, gdzie mieszkają ludzie poszukiwani przez Hagę, jedźcie na Nowy Belgrad do wojskowej dzielnicy. Jestem pewien, że tam ukrywają się najważniejsi uczestnicy bałkańskich wojen chronieni przez dawnych miloszeviciowców nadal pracujących w służbach specjalnych" - mówił nam Anastasijević. Później dowiedzieliśmy się rzeczy jeszcze ciekawszych. Druch Karadżicia Ratko Mladić miał nawet w położonym na południe od Belgradu Valijevie małe gospodarstwo, w którym hodował pszczoły. Potwierdził to w rozmowie z DZIENNIKIEM były major jugosłowiańskiej armii Cvetko Cakić - przyjaciel, jak to określał - szefa. Wszystko legalnie, wszystko bezpiecznie.

O pewnych trudnościach w złapaniu zbrodniarzy mówił francuski reporter Vincent Jauvert od lat zajmujący się Bałkanami. Przynajmniej Karadżicia miała chronić doskonale wyszkolona i uzbrojona gwardia Preventiva. Organizacja zbudowana niczym mafia miała swój zarząd złożony z 20 najbardziej zaufanych ludzi pamiętających czasy wojny bośniackiej i tak samo narażonych na represje ze strony Hagi. Poprzez kontakty z niechętnymi Zachodowi oficerami służb specjalnych Bośni i Serbii bezpieczeństwo było zagwarantowane. W Belgradzie do legendy przeszły opowieści o tym, jak Karadżić spokojnie podróżuje między Bośnią a Serbią i odwiedza rodzinną wieś Petnica. Zresztą w Petnicy miał nawet wziąć udział w chrzcinach swojego wnuka. Pił rakiję i rozkoszował się wyśmienitymi czevapami z baraniny.

O tym, jak bardzo mógł czuć się bezpieczny, może świadczyć skandal szpiegowski, który uchronił Karadżicia od wpadki we wrześniu 2004 r. Bośniacka policja pod nadzorem brytyjskiego wywiadu MI-6 podsłuchiwała wówczas jego rozmowy z ludźmi Preventivy. Gdy przygotowywano aresztowanie watażki, ktoś zdradził. Zbrodniarz zniknął z pola widzenia zanim pojawili się komandosi NATO. Krótko potem na pierwszej stronie sarajewskiego magazynu "Slobodna Bosna" zamiast zdjęcia skutego kajdankami byłego przywódcy Serbów opublikowano fotografię zasmuconego rezydenta brytyjskiego wywiadu MI-6 na Bałkanach Alistaira Sommerlada, oficjalnie radcy biura przedstawicielstwa Unii Europejskiej.

Dopóki nie porozmawialiśmy ze świadkami, trudno było w to wszystko uwierzyć. Dwa lata później wersja potwierdziła się. Według dostępnych informacji Karadżicia pojmano dokładnie na Nowym Belgradzie. Tam, gdzie kazał nam szukać Anastasijević. Gdzie żył bez obaw o bezpieczeństwo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zbigniew Parafianowicz
Zbigniew Parafianowicz
Dziennikarz specjalizujący się w tematyce międzynarodowej i redaktor DGP
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraKaradżić do końca nie czuł strachu »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj