Niemiecki nadawca cytuje słowa felietonisty "Welt am Sonntag", który zauważa, że lokalni niemieccy politycy rzadko grają pierwsze skrzypce w polskiej polityce wewnętrznej. "Wyjątkiem jest minister ochrony środowiska Brandenburgii Axel Vogel, który zdobył w Polsce w krótkim czasie popularność, o której w Niemczech może tylko marzyć" - pisze Philipp Fritz na łamach niemieckiej gazety.

Reklama

Autor opisuje konflikt wywołany słowami Elżbiety Polak. Marszałek województwa lubuskiego przytoczyła 12 sierpnia słowa Vogla, dotyczące koncentracji rtęci w wodzie. Felietonista "Welt am Sonntag" zauważa jednak, że "w wypowiedzi Polak nie było nic błędnego, chociaż obecnie przyjmuje się, że to nie rtęć lecz trujące algi, pestycydy lub kombinacja różnych substancji były przyczyną pomoru ryb" – podkreśla Fritz.

Afront...

"Dla rządzących w Polsce narodowych konserwatystów był to jednak afront, ponieważ opierając się na niemieckim źródle, Polak podważyła ustalenia polskich urzędów, które nie stwierdziły rtęci, oraz polskich polityków, którzy wielokrotnie odrzucili możliwość zanieczyszczenia Odry rtęcią" - czytamy.

Reklama

Fritz przypomina, że na konferencji prasowej dziennikarz TVP zadał Voglowi pytanie o rtęć. Tłumacz opuścił jednak słowo "rtęć", pytając o to, czy Odra jest żrąca, czemu minister zaprzeczył. "Polskie "media propagandowe" wyciągnęły stąd wniosek, że Polak, a z nią cała opozycja, kłamią i manipulują" - czytamy.

Reklama

PiS odwraca uwagę

"Vogel wyraził oburzenie z powodu wykorzystania jego wypowiedzi, lecz polski obóz rządowy i związane z nim media wykorzystały sytuację do odwrócenia uwagi od katastrofy i skierowania jej na krytyków (rządu)" - cytamy.

"Pomór ryb w Odrze nie jest jedynie fiaskiem polityki ekologicznej w Polsce" – ocenił niemiecki dziennikarz. Jego zdaniem w tej aferze chodzi o coś więcej niż tylko o błąd w systemie ostrzegania. "Sprawa urosła do rangi poważnego konfliktu między partią Prawo i Sprawiedliwość a opozycją" - pisze Fritz. Przytacza wypowiedź wiceszefa MSZ Szymona Szynkowskiego vel Sęka dla "Welt am Sonntag": – Nie wiedząc, co dokładnie się stało, opozycja obarczyła nas odpowiedzialnością za katastrofę, rozpowszechniano fejki jak ten o rtęci w Odrze - mówił.

Niemiecka gazeta przypomina, wybory parlamentarne w Polsce odbędą się w 2023 roku. "Szef PiS Jarosław Kaczyński zrezygnował ze stanowiska wicepremiera, aby skoncentrować się na pracy partyjnej. 73-letni polityk jeździ po kraju i przekonuje do głosowania na jego partię" - zauważa Fritz. Jak dodaje, wsparcie dla Ukrainy wzmocniło PiS, jednak wysoka inflacja i rosnące ceny węgla są dla partii powodem do niepokoju. Negatywne zjawiska uderzają w ludzi na wsi, wyborców PiS - tłumaczy autor.

Fritz zwraca uwagę na malejącą przewagę PiS w sondażach. "Kierownictwo PiS stało się nerwowe" – podkreśla autor. Jak wyjaśnia, partia obawia się, że wyborcy obarczą ją odpowiedzialnością za katastrofę. "Nie tylko urzędy nie zareagowały odpowiednio szybko, lecz także czołowi politycy długo nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa" - czytamy w "Welt am Sonntag".

Jak pisze Fritz "PiS realizuje obecnie podwójną strategię - z jednej strony pokazuje, że stara się wyjaśnić przyczyny katastrofy, z drugiej atakuje opozycję, często wiążąc ją z Niemcami". Jak czytamy, przedstawiciele polskiego obozu władzy twierdzą, że to opozycja chce zaszkodzić reputacji Polski i "działa w interesie Niemiec".