Przypominamy pani Zacharowej, że to książę Dimitrie Cantemir wyraźnie napisał nawet w książce wydanej w Sankt Petersburgu, że mieszkańcy księstw wołoskich i mołdawskich mówią jednym i tym samym językiem. Jest to solidny i niezaprzeczalny dowód naukowy, sprzed stuleci, że tak zwany język mołdawski nie istnieje. Jest tylko język rumuński – oświadczył rzecznik rumuńskiego MSZ Radu Filip, cytowany przez portal telewizji Digi24.

Reklama

Specyficzne "życzenia" Zacharowej

Wcześniej Zacharowa z okazji 350. urodzin hospodara Mołdawii (Hospodarstwo Mołdawii historycznie znajdowało się na terytoriach pomiędzy Karpatami Wschodnimi a Dniestrem) opublikowała "życzenia", w których podkreśliła m.in. historyczne związki dzisiejszej Republiki Mołdawii z Rosją i nazwała okres sowiecki, kiedy utworzono Mołdawską SRR (częściowo na ziemiach odebranych Rumunii na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow), "złotym wiekiem". Zacharowa poświęciła cały akapit historii języka mołdawskiego, która "sięga połowy minionego tysiąclecia".

W marcu br. z inicjatywy proeuoropejskich władz parlament Mołdawii uchwalił ustawę uznającą język rumuński za tożsamy z językiem mołdawskim i tym samym uznając rumuński za język urzędowy Republiki Mołdawii. Przeciwko tej decyzji, będącej realizacją zapisu deklaracji niepodległości Mołdawii z 1991 r. i decyzji Trybunału Konstytucyjnego z 2013 r., wystąpił Blok Komunistów i Socjalistów oraz istniejąca jeszcze wówczas prorosyjska partia Sor.

Burzliwy spór o język mołdawski

Protestowało wówczas również MSZ Rosji, a Maria Zacharowa oświadczyła wówczas, że "język mołdawski był symbolem samoidentyfikacji mieszkańców Mołdawii", utworzonej w obecnych granicach 1940 r.

W burzliwym sporze o język mołdawski zwolennicy używania nazwy "język rumuński" przekonywali, że wyodrębnianie języka "mołdawskiego" było jednym z narzędzi sowietyzacji. Do końca lat 80. ubiegłego wieku w sowieckiej Mołdawii używano języka "mołdawskiego" w zapisie cyrylicą.